KLIENCI, kwiecień 2021

dodano: 11 kwietnia 2021
KLIENCI, kwiecień 2021
Zaczynałem kilka moich porannych postów pytaniem kim jest fryzjer bez klienta. Odpowiadałem na to, że nikim, ale chyba wszyscy wiedzą, że to rodzaj mrugnięcia okiem i trochę przekomarzania się zarówno z klientami jak i branżowcami. To była też z mojej strony chęć wywołania pewnej dyskusji na temat interakcji klient- fryzjer, ale też zrozumienia poczucia własnej zawodowej wartości wszystkich tych, którym leży na sercu dobro profesji.
Oczywiście, że nie jesteśmy nikim. Ten dialog miał sugerować, że to klient jest najważniejszą osobą w zakładzie fryzjerskim. Tak jest w istocie, ale kimże byłby klient w pustym zakładzie fryzjerskim bez fryzjera? To musi działać w dwie strony!
Zostawiając niejako na boku te rozważania myślę, że lata spędzone przy fotelu uprawniają mnie do analizy jak to z tymi klientami jest…
Trudno powiedzieć kim był mój pierwszy samodzielny klient. Wiadomo, że najbliższa rodzina pomagała jak mogła: rodzice, bracia, kuzyni, wujowie, dziadkowie i kumple to pierwsza fala tych, których brałem do próbnych zabiegów. Z tym, że oni przychodzili, bo chcieli, a czasem musieli pomóc, a nie dlatego, że chcieli w istocie się ostrzyc czy ogolić. Czy byli więc klientami czy modelami raczej? Czy może pierwszy klient to ten moment kiedy kolega z osiedla, który w czasach uczniowskich przychodził się strzyc za darmo w ramach mojej nauki nagle przychodzi już po terminowaniu i zamawia pełnopłatną usługę? Dużo tych pytań, bo taki w zasadzie jest ten zawód. I one cały czas będą i często nie ma na nie odpowiedzi. Każdy musi sam to po swojemu rozłożyć na czynniki pierwsze, bo bagaż ludzkich emocji jest w tym wszystkim spory. A one na dłuższą metę będą jednak nas bardziej łączyć niż dzielić.
Mój pierwszy klient….byłem wtedy w trzeciej klasie zawodówki, końcówka roku 1988, a na praktykach już od ponad roku pracowałem na swojej zmianie z szefem jak równy z równym. Wołasz klienta z poczekalni, on siada na fotelu, dowiadujesz się co i jak, usługa, kasowanie, pożegnanie- standardowa procedura. Tak było dzień w dzień. Siadali jeden po drugim i nikt nie mówił, że nie chce być obsługiwany przez małolata (17 lat), ale nikt też nie mówił, że CHCE na strzyżenie do małolata. Aż do tego dnia nie zdarzyło mi się, żeby klient poproszony przez innego fryzjera powiedział: „nie dziękuję, ja poczekam do tego młodego człowieka”. Tak się wtedy stało. Zrobiło mi się gorąco, szef poklepał mnie po ramieniu, bo czułem, że mimo tego, że mam setki ostrzyżonych klientów za sobą, w tym przypadkowych przechodniów, zbyt długo czekających w kolejce, takich, którym wszystko jedno, kumpli i rodzinę- to nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby obcy klient przyszedł do zakładu tylko po to, żebym ja go ostrzygł. To mnie uskrzydliło. Skakałem wokoło niego jak pchła i starałem się odtworzyć to co było zrobione ostatnim razem, a ten klient chodził do mnie jeszcze tak długo dopóki nie skończyłem praktyk i nie zacząłem pracy na Osiedlu Jagiellońskim już jako czeladnik.
Rzecz jasna, od tego momentu mam wielu swoich klientów. W zasadzie większość tych, którzy siadają u mnie na fotelu to ludzie, z którymi znamy się już jakiś kawał czasu. Każdy fryzjer też doskonale wie jak nierzadko naginamy się do tego, żeby klient wyszedł zadowolony. Wcześniejsze przyjścia, późniejsze wyjścia, przekładane terminy to codzienność, ale w tym fachu inaczej się nie da. Tu rządzi przypadek, którym ustala nam harmonogram oraz zżycie się z drugim człowiekiem i jego historiami. Tak być musi i tak jest. W zamian co? Prozaiczne- zapłata przy kasie. Nieoczywiste, ale najważniejsze- zadowolenie klienta z efektu przed lustrem, jego radość z odświeżenia, porozmawiania, wyplucia z siebie gnębiących go paskudztw, wzajemnego szacunku, przybicia żółwika i…do następnego razu.
Interakcje.
Mi już tego wszystkiego po tych dwóch tygodniach przerwy trochę brakuje- dźwięk ciachania nożyczek, szum suszarki, bzyczenie maszynek, muzyka, gwar, rozmowy, narzekania, śmiechy, plotki, przywitania, pożegnania, głupie żarty, poważne rozmowy o wszystkim i o niczym…ale mamy nadzieję, że jeszcze chwila…
Drodzy klienci- jak wiecie mamy lockdown. W związku z tym wszystkim co powyżej- my cierpliwie czekamy aż będziemy mogli wrócić do codziennych zajęć na Waszych głowach. Was prosimy o wyrozumiałość i również o cierpliwość- to tylko trzy tygodnie ( tak na razie mówią). Przetrzymajmy to razem. Mamy nadzieję, że Do Zobaczenia 19 kwietnia w poniedziałek.
Dobrej niedzieli!
A. xxx
wróć do listy wpisów