KSIĄŻKA MIESIĄCA W JAMIE! Luty 2026

dodano: 23 lutego 2026

KSIĄŻKA MIESIĄCA W JAMIE! Luty 2026

Roman Stefan Ulatowski „Klejnoty Poznania” (Wydawnictwo Salonu Malarzy Polskich w Krakowie, lata 20-ste XX wieku)

 

23 dzień lutego to jedna z kilkunastu ważnych data w historii naszego miasta. To dzień tak zwanego wyzwolenia spod okupacji niemieckiej, czyli de facto kapitulacji Cytadeli, końca idei Festung Posen i początku zaprowadzania porządków przez nowych panów. W tym dniu staram się mieć jakąś „poznańską” książkę do recenzji by wspomnieć Poznań i upamiętnić tamten trudny czas.

 

Podczas naszej ostatniej rocznicy- Dziewiątki Jamy- Magda i Konrad z Łodzi w ramach urodzinowego prezentu przywieźli do nas znaleziony w rodzinnym archiwum album ze zdjęciami. Oniemiałem!

 

To oryginalne „Klejnoty Poznania” z fotografiami legendy poznańskiej fotografii Romana Stefana Ulatowskiego. Tenże artysta od 1914 roku prowadził w naszym mieście przy placu Wolności Pracownię Fotografii Artystycznej. Zostawił po sobie ogromny dorobek zdjęć architektury miejskiej, która kilkakrotnie ukazywała się drukiem. Ostatni raz, jeśli się nie mylę w 2018 roku przy okazji nadania jego imieniem skweru na Chwaliszewie. Mistrz Roman zmarł czternaście lat po wojnie.

 

Mój egzemplarz to piętnaście kolorowych zdjęć pocztówkowego formatu. Przedstawiają najważniejsze wtedy- tak sądzę- budynki w mieście. Możemy tu zobaczyć jak w niektórych elementach zmieniło się miasto, a nostalgią napawają mnie te miejsca, które zmieniły się bezpowrotnie jak główne wejście na targi czy aleja Marcinkowskiego. Jednak z tych fotografii dowiadujemy się rzeczy najważniejszej, że ci, którzy odbudowywali Poznań po drugowojennych zniszczeniach bardzo starali się, aby po wojnie, przynajmniej w najważniejszych budynkach, przypominał on ten sprzed niej. Myślę, że spora to zasługa właśnie pasji Romana Ulatowskiego, który cierpliwie dobierał kadry, następnie wywoływał, koloryzował i starał się o ich zarchiwizowanie. Konsekwentnie, po poznańsku. 

 

Ciekawym jest fakt, że ten albumik został wydany przez oficynę krakowską, a zamieszczone w nim obrazki, przekładane pergaminowym papierem, nazywane są w podtytule barwnymi planszami. Język się zmienia, świat się zmienia, a utrwalone na starej fotograficznej kliszy piękne widoki spokojnego i porządnickiego miasta Poznania na szczęście pozostały już na zawsze…

 

Zatem oglądam, przyglądam się, rozpoznaję stare dukty, którymi sam chadzałem za małolata i żałuję, że nie mogę przy tej lekturze porozmawiać o tych zmianach i tamtych czasach ze starszyzną z mojej rodziny. Mam na myśli ojca, dziadków i jednego z wujów. Z nimi często dyskutowaliśmy o zmieniającym się świecie i o starym Poznaniu.

 

Ach, jeszcze jedno, nie przyuważyłem tu żadnej, nawet przypadkowo ustrzelonej witryny zakładu fryzjerskiego. Muszę poszukać w innych cyfrowych miejscach przechowujących stare zdjęcia Poznania, może mistrz Roman coś uchwycił?

 

Dobrze popatrzeć na miejsca, które stoją dostojnie wyglądając jakby nikt i nic nigdy nie miały prawa zdmuchnąć ich z powierzchni ziemi, a za dwie dekady w lwiej części legną w gruzach. Mam taką książkę „Raport o stratach wojennych Poznania 1939-1945” wydaną przez Wydawnictwo Miejskie. „Klejnoty Poznania” mogłyby dodatkowo posłużyć za dowód w sprawie o odszkodowanie od Niemców.

Dziękując naszym łódzkim ofiarodawcom Magdzie i Konradowi- czytamy w Jamie!

 

Poznań w czasach PRL i nie tylko x Międzynarodowe Targi Poznańskie x Wielkopolska Izba Rzemieślnicza w Poznaniu x Poznań naszemiasto.pl x Miasto Poznań x Durabo

 

ps. warto dodać, że Roman Ulatowski miał pierwotnie zostać fryzjerem, ale ostatecznie wybrał zawód fotografa. Nie ma przypadków!

wróć do listy wpisów