KSIĄŻKA MIESIĄCA W JAMIE Wrzesień 2026

dodano: 18 września 2026

KSIĄŻKA MIESIĄCA W JAMIE Wrzesień 2026

Michael McCabe „New York City Tattoo. The oral history of an urban art” (Hardy Marks Publications 1997/2023)

 

Człowiek uczy się całe życie. 

Jedna z moich rozmów ze Sławkiem Frączkiem z poznańskiego studia Tattoo.pl była wzbogacona przez pokazywanie mi książek, które ma w swojej bibliotece. Chwilę wcześniej Sławek opowiedział mi o „New York City Tattoo” i didaskaliach tatuażowo-barberskich w tamtejszych tatuatorniach i zdębiałem. Musiałem sięgnąć po tę pozycje.

 

Kilka lat temu pisałem duży rozdział do „Następny Proszę!” o amerykańskich barber shopach. Spędziłem nad tym wiele tygodni, w tym kilka dni bezpośrednio w National Barber Museum w Ohio. Sądziłem, że posiadłem dużą wiedzę, bo oprócz tomów książek i materiałów wideo, rozmawiałem z amerykańskimi barberami i w tym samym celu odwiedziłem też NYC Barber Museum. Jednak nikt i nigdzie nie wspomniał o tym, że na przełomie XIX i XX wieku i aż do lat pięćdziesiątych tatuatornie i barber shopy w mieście Nowy Jork funkcjonowały bardzo, ale to bardzo blisko siebie. To jest poważna rysa na mojej monografii, bo w żadnym ze znanych mi wcześniej źródeł ni znalazłem informacji o tym, a to może oznaczać, że są i inne białe plamy, które trzeba przepracować.

 

Ale do rzeczy.

Książka Michaela McCabe ma dla mnie ogromną wartość, bo dotyka różnych ciekawych aspektów. Po pierwsze samo miasto Nowy Jork ze świetnie opowiedzianą historią ludzi i rzemiosła tatuatorskiego przez prawie cały XX wiek, po drugie niezwykłe historie tatuatorów i banowanie branży przez policję, po trzecie fenomen w ogóle tatuowania całego ciała jeszcze grubo przed II wojną (nawet przez kobiety) i po czwarte o czym już mówiłem, to zbiór wspólny barber shopów i tattoo shopów w tym mieście.

 

“New York City Tattoo” jest zbudowana na czterech formatach. Pierwszy to rozmowy z ludźmi-legendami zaangażowanymi w proces tatuowania ludzkich ciał przez lata. Drugi to osobiste opowieści i wtręty autora na temat starych czasów w mieście Nowy Jork. Trzecie to fotografie ludzi, których już nie ma, a którzy budowali tę tatuatorską scenę w trudnych dla niej czasach. Czwarte to wzory tatuaży, czyli jak to się w branży mówi „flesze” (od ang. flash) i oglądając je bardzo widać kolejne zmiany stylu, mody i upodobań klientów. Wszystko tu jest dla mnie nowe i ciekawe. Co prawda nie jestem jakimś kompletnym żółtodziobem i zdaję sobie sprawę, że obie nasze branże są do siebie podobne, że podobna jest obsługa klienta, rozmowy, pewna intymność, fotele i ten cały sanepidowski sznyt. Pamiętam też czas, gdy Sławek otwierał swoje pierwsze studio w Acid Shopie, to wyglądało to tak jak w nowojorskich studiach przed laty, było tylko o wiele czyściej, ale towarzystwo przychodziło podobne. Jednakże nie poznałem smaczków tej sceny, które tutaj są świetnie uwypuklone.

 

Piękna jest cała ta opowieść, która pachnie niecodzienną historią, spracowanymi ludźmi, szczurami w zatęchłych norach bez powietrza, barberskimi kosmetykami z piętra wyżej, lampą naftową w bezokiennym pomieszczeniu i tuszem do kolorowania ciał żądnych malunku żołnierzy, wykidajłów, gangsterów, łotrów, zwyklaków i robotników.

 

Poznajemy Nowy Jork z dawnych lat, który wtedy jawił się nam jako ziemia obiecana i w niektórych przypadkach mógł nią być, ale dla wielu tam mieszkających był po prostu normalnym życiem podobnym do tego jaki wiedli ludzie na przykład w Europie. Poznajemy nietuzinkowe postaci, które były pionierami ruchu tatuatorskiego w mieście. Wyróżniają się tu rodzina Moskowitz, czyli ojciec i dwaj synowie. Cała trójka zajmowała się tatuażem, z tym, że ojciec Willie był najpierw barberem, miał swój barber shop i dopiero potem studio tatuażu, choć jak mawiał nie lubił tej tatuatorskiej sceny, zachowań tych ludzi i całego tego anturażu. Jednak ciął i tatuował w piwnicy na Dolnym Manhattanie. Jak wspomina jego syn, tata najbardziej lubił golić klientów, ale lubił też tradycyjne usługi fryzjerskie jak strzyżenie. W trakcie golenia, gdy klient przysypiał z ręcznikiem na twarzy w tym samym czasie był w stanie także sprawnie zrobić tatuaż. Był szybki. W studio i w łazience było mnóstwo szczurów…Zresztą historie o barber shopach pojawiają się tu nader często. Obie branże przenikały się, obie pracowały albo obok siebie albo razem. W jednym ze studiów tatuaży wisiała tabliczka, żeby nie stać w kolejce do studia w barber shopie, bo to robi im niepotrzebne zamieszanie.

 

Książka warta uwagi, napisana łatwym językiem, choć niektóre slangowe zwroty musiałem znaleźć w słownikach. Faktem jest, że praca ludzi ulicy dla ludzi ulicy to nie jest Wersal tylko normalne życie, a tatuowanie i golenie w warunkach piwnicznych to nie sterylna sala operacyjna. Dzięki autorowi przenosimy się do świata, którego już nie ma.

Czytamy w Jamie!

 

Tattoo.pl x Gentlemans Tattoo Flash x NYHC Tattoos x NYC Barbershop Museum x National Association of Barber Boards of America

wróć do listy wpisów