„LALKA” i BARBER, październik 2026
„LALKA” i BARBER, październik 2026
Narodowa dyskusja o dwóch „Lalkach” trwa, a ja sobie przypominam, że wiosną 2020 roku napisałem artykuł do „Kuriera Fryzjerskiego” o „Lalce” właśnie. Pochyliłem się tam nad fenomenem tejże powieści opisując fryzury i brody wielmożnych państwa, ale ze szczególnym uwzględnieniem społecznego wymiaru barberingu, ważnego zarówno sto pięćdziesiąt lat temu, gdy Prus raczył pisać swą powieść, jak i teraz.
Obejrzałem obie nowe wersje i jestem kontent, że w obu pamiętano o cyruliku Fitulskim, który był ważnym powiernikiem Stachowych tajemnic. W nowej filmowej wersji jest Fitulskiego więcej niż w nowym serialu i mimo, że troszkę wygląda tam jak fircyk, to widać, że ktoś przy pisaniu scenariusza zauważył, że to istotna osoba w uniwersum Wokulskiego. Co prawda Prus wyraźnie pisze, że Fitulski to „młody artysta, piękny jak serafin, zręczny- jakby uciekł z żurnala krawców”, ale pomijając jego fizys musiał mieć jakieś umiejętności, że stał się prywatnym fryzjerczykiem- jak też go tam nazywano- w dobrym kupieckim domu. Wszak w książce u Prusa golił i przystrzygał brodę Stanisława regularnie. Właściwie ta broda nie jest pokazana w każdym z czterech wcieleń a tylko w trzech- Dmochowski, Kamas, Schuchardt- bo u Marcina Dorocińskiego są tylko zacne bokobrody, a reszta jego lica jest gładko ogolona brzytwą.
W obu nowych adaptacjach panowie mają fryzury i zarosty zgodnie z obowiązującą modą, choć dla charakteryzatora nie było to pewnie wcale takie proste, bo nie każdy może wie, że wiek XIX jest pierwszym stuleciem w historii naszego zawodu, gdzie moda na strzyżenie i uczesanie zmieniała się tak jak teraz co dekadę. Rzecz jasna nie wszyscy noszą fryzury najmodniejsze, tak jest przeca i dziś, bo część wybrała na etapie swojego życia fryzurę „tak jak zawsze” i nosiła ją bez względu na moderny sznyt. Zatem ktoś kto nie jest obeznany w tych zawiłościach mógł popełnić błąd.
Tu może wszystkich zaskoczę, ale największą estymą darzę fryzurę Marka Kondrata z ostatniego filmu. To ciekawe, że ktoś z przygotowujących fryzury zwrócił na to uwagę, bo przecież Rzecki jako stary bonapartysta ma tu uczesanie modne na przełomie XVIII i XIX wieku, czyli siedemdziesiąt lat wcześniej oraz bródkę Napoleona III. Tamta fryzura zwana „na cesarza” opanowała rewolucjonistów francuskich, a co za tym idzie również Bonapartego. Nazwa „na cesarza” nie wzięła się od Cesarza Napoleona, a od Juliusza Cezara, który zawzięcie zakrywał zakola czesząc włosy do przodu, a z kolei Francja tamtego czasu chciała być drugim Rzymem. Dobrze też, że w nowej „Lalce” nie popełniono błędu z serialu „Czterej pancerni i pies”, w którym Roman Wilhelmi nosząc najmodniejszą na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych fryzurę „na cezara” gra sołdata w czasie II wojny światowej, oooopppsss…
Ciekawy jest też wątek w nowej filmowej części, gdy Wokulski swemu przyjacielowi doktorowi Szumanowi przywozi włosy do badania. Tak w istocie było w książce, a doktor mawiał „Pokaż mi swoje włosy, a powiem ci kim jesteś”, ale XIX wiek to próba dogłębnego poznania człowieka, jego psyche, anatomii, chorób, medykamentów i wszystkiego wokół niego, stąd badanie włosów jak najbardziej podchodziło pod te zabiegi.
Ja zawsze „Lalkę” lubiłem ze względu na różnorodność postaci, ludzkich typów, charakterów i fryzur, o których to nader często Prus pisze w swej powieści. Jednak chyba najbardziej ze względu na pozytywizm i pracę organiczną głównego bohatera (choć chyba jeszcze bardziej Rzeckiego) i do końca nie mogłem uwierzyć, że tak go te baby skołowały…
Dlatego wszystkie wersje oglądam z chęcią, ale także pod kątem zgodności z fryzjerskim obrządkiem, przywiązaniem do aktualnego trendu i tego jak wykonuje się rzemieślniczą robotę.
I to tyle.
Jeśli ktoś ma ochotę, to w książce „Gram na grzebieniu”, która ukazała się wiosną tego roku jest zawarty wspominany w początkach artykuł z „Kuriera Fryzjerskiego”. Zachęcam, a wszystkim dobrego weekendu!
A.xxx