recenzja #268

dodano: 17 sierpnia 2023

RECENZJA #268

Liberty & Justice- 12” „Top of the the scrap heap” (Contra Records) 2023

By Adam Szulc Barber sierpień 2023

 

Liberty & Justice z Teksasu poznałem kilka lat temu i to w zasadzie przypadkiem. Moja współpraca z nimi jako barberami zaowocowała wieloma kooperacyjnymi pomadami do włosów, które w Jamie cieszą się powodzeniem. Udało nam się spotkać na czerwcowym koncercie w Polsce i tam po miłej pogawędce nabyłem ich najnowszy produkt: dwunastocalową epkę z pięcioma kawałkami. Czas posłuchać!

 

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że mimo tego, że zespół wciąż konsteluje po swoich oi-street-punkowych orbitach i że ta epka jest dość krótka- trwa około dwunastu minut- to na tych nagraniach słychać duży postęp. Oczywiście, że ten pierwotny vibe tu jest, ale dołożony do instrumentarium keyboard absolutnie ociepla wizerunek tej muzyki, dodaje smaczku i sprawia, że pojawia się na tej płytce rockandrollowy flow z lat pięćdziesiątych. 

 

Bardzo dużo radości sprawia mi ten singiel. Bo z jednej strony jest bardzo surowy i taki jaskiniowy wspominający dokonania starych angielskich łotrów w stylu Cock Sparrer, ale też amerykańskich zespołów z początku lat dziewięćdziesiątych jak na przykład Niblick Henbane , a z drugiej wspomniana forteklapa ustawiona na piano dźwięki oraz świetne zmiękczające tenże prosty hałas chórki bardzo ułatwiają odbiór i przenoszą niezależne uliczne granie na inny poziom. Wokal Ryana jest genialny, pokręcone bębny są absolutne, basior Edwina sunie nisko i rytmicznie, a gitary na przemian gadają melodyjnie i punkowo. W utworze „Vulture rock” wokalnie zespół dostaje wsparcia od niejakiego Daniela Austina. To ciekawa postać znana również jako Daniel Truth- samozwańczy obrońca animalizmu, wegański siłacz, pisarz, poeta i muzyk Tooth & Claw (recenzowany u nas wiosną 2020 roku) oraz Die Young. Jako, że Teksańczykiem jest to pośpiewał chłopakom troszeczkę.

 

Ich teksty są mocno społeczne, choć w osobliwej personalnej manierze. Ciekawe, nie marudzące, trochę poetyckie i raczej do przodu niż z negatywnym posmakiem. Podobają mi się.

Na tym singielku słychać amerykański południowy rockandroll już w pierwszym, w zasadzie tytułowym kawałku, potem w trzecim „Anabolic action” i w fajnie przerobionej wersji legendarnego „Fatique” by Blitz. 

 

Pianino tak fajnie ożywia, że aż widać teksańskie potańcówki na klepisku w stodole. Bo ten singiel jest teksański. Jest kompletnie ichni aż do samego szpiku kości. Tu nie ma miejsca na coś innego niż południowe rubieże Stanów Zjednoczonych i mimo tej zabawy konwencją, to wszystko tu ma sens samotnej białej gwiazdy, która jest przecież samowystarczalna i nie potrzebuje nikogo z zewnątrz (do niczego).

 

Ostatni numer, który jak wspomniałem jest coverem, świetnie się wpasował w zakończenie epki. Perkusista Cory robi tu czary i zmienia ten kawałek na jeszcze bardziej zwariowany, a zarazem wiemy, że powstało to cudeńko po to, żeby pokazać tradycję ruchu i kontynuację pewnego stylu. Brawo!

W mojej prywatnej liście przebojów „Top of the scrapheap” by Liberty & Justice będzie ścisłą czołówką roku 2023.

Mój placek w szarym splatterze.

Posłuchamy w Jamie po wakajach!

 

wróć do listy wpisów