recenzja #296

dodano: 06 stycznia 2024

RECENZJA #296

Marek Niedźwiecki- Lp „Zimowy sen Niedźwiedzia” (Sony Music) 2023

By Adam Szulc Barber styczeń 2024

 

Wydawać by się mogło, że redaktora Marka Niedźwieckiego specjalnie przedstawiać nie trzeba, ale nie wszyscy muszą przecież tę personę znać. Piszę to dlatego, że kiedy rok temu- z małym wąsem- mieliśmy wspólny pokaz z panem Markiem w Szklarskiej Porębie, to chwaląc się tym faktem niektórym młodszym klientom musiałem opowiedzieć całą historię kim rzeczony pan Marek jest. Oczywiście traciło to na wymiarze ważności, bo to jest jak z kawałem, który się najpierw z zapałem opowiada, a potem jeszcze bardziej trzeba się postarać, żeby wytłumaczyć puentę. Zatem nawiązując jeszcze raz do tego samego- nie każdy pana Marka zna, bo nie każdy znać musi, ale z pokolenia dzisiejszych polskich czterdziestopięciolatków plus słyszał o nim każdy, chyba, że był zamrożony w kapsule czasu i obudził się dopiero w XXI wieku.

 

Marek Niedźwiecki- obdarzony ciepłym „radiowym” głosem fan muzyki, radiowiec (sam nazywa się radiotą) i sypiący jak z rękawa sucharami na antenie dziennikarz- co pewien czas tworzy okolicznościowe składanki. I dziś jest chyba ostatni dzień w klimacie Świąt Bożego Narodzenia, że mogę jego najnowszą kompilację zrecenzować.

 

Ukazała się na winylu 1 grudnia zeszłego roku, a że wśród klientów mam patrona Radia 357, to załatwił, ułatwił i przywiózł (pozdrowienia dla Arka!), a ja odtwarzam świąteczno- noworocznie.

 

Ten album jest bardziej ukłonem w stronę gwiazdkowego galimatiasu i tego co się gra w bożonarodzeniowym czasie w galeriach handlowych niż samodzielną próbą dobrowolnego odsłuchiwania tych kawałków. Przynajmniej ja tak mam, więc traktuje płytę jak gratkę. Zaczyna się od najsłynniejszego świątecznego pop utworu ever czyli „Last christmas” i takoż, choć jednak trochę lepiej leci dalej. Płyta pływa po różnych gatunkach, aczkolwiek trzyma się najbardziej muzyki środka z odrobiną rockandrollowego i rockowego pazura. Wszystko muzycznie i tekstowo oczywiście utrzymane w osobliwej konwencji czerwononosych reniferów, choinek ozdobionych bombkami, Świętego Mikołaja znienacka wskakującego przez komin czy śniegu zasypującego całą okolicę akurat na pół godziny przed wieczornym rozdaniem…Trochę to ckliwe i sentymentalne, ale umówmy się: takie są te Święta i wszelaka ich symbolika i muzyka są na tyle specyficzne, że po pierwsze od razu wiadomo, że pochodzą z tego, a nie innego czasu, a po drugie, że w innym okresie rzadko pojawiają się w przestrzeni publicznej.

 

Zatem co mi się tu podoba?

Bob Dylan ze swojej świetnej gwiazdkowej płyty z utworem „Must be Santa”, Elvis Presley, który zawsze czaruje swoim czekoladowym głosem- tym razem w „Blue Christmas”, Pentatonix w konkretnej wersji „Carol of the bells”, nastrojowy „Winter wonderland” by Kenny G i najmniej oczywista w tym zestawie Dido i jej „Christmas day”.

 

Do posłuchania najlepiej w same Święta, ale 6 stycznia też się całkiem sprawdza.

Za rok posłuchamy w Jamie!

 

Norweska Dolina x Radio 357

wróć do listy wpisów