
recenzja #362
RECENZJA #362
Małgorzata Ostrowska- Lp „Legenda” (Agora) 2024
By Adam Szulc Barber styczeń 2025
Kto nie zna i kto nie lubi? Czy to było ostre „Moje radio”, rockowy „Gołębi puch”, romantyczny „Adriatyk ocean gorący”, bajkowa „Meluzyna” czy niezapomniana „Szklana pogoda”, wszystkie wchodziły w ucho. Oczywiście artystę ocenia się nie tylko po hitach i ilości ich odsłuchów, choć jest to ważny probierz, ale po kolejnych albumach. Wielu z nich boi się podejść do tematu, bo nie jest łatwo zmierzyć się z sobą sprzed lat. Natomiast wielu próbuje i na końcu różnie to wychodzi.
Małgorzata Ostrowska jest w muzycznym cugu od lat. Koncertuje, jest aktywna medialnie i wciąż nagrywa. Najnowszy album „Legenda” jako pierwszy z wszystkich solowych Jej produkcji pojawił się na czerwonym placku. Zatem do dzieła!
Dziesięć nowych utworów przynosi elektroniczny vibe (co chyba nikogo nie dziwi) z początku lat osiemdziesiątych. Wyprodukowane w studio z pomocą realizatora i gitarzysty grupy Hey Pawła Krawczyka idealnie trafiają w czas wokalistki. Są stonowane (świetny „Nóż”), niektóre mają pazura jak mój ulubiony utwór „Schody Penrose’a”, a część odpływa w jakieś inne galaktyki (eksperymenty w „Nie”). Jednakże wszystkie posiadają ten charakter charyzmatycznej rockowej frontmanki sprzed lat, jaką przecież lubią fani. Ostrowska potrafi mocno wykrzyczeć swój sprzeciw na zastany porządek, a potrafi także łagodnie wyśpiewać swoje razy. Te Jej dwie twarze obserwujemy od czasów Lombardu, gdzie podobnie miała inklinację do ostrych, wysokich strzałów, jak i nisko płynących krain subtelności. To spektrum zdolności wokalnych artystki jest Jej znakiem rozpoznawczym i ten kto tego oczekuje dostanie tych uniesień sporą dawkę. Jakkolwiek nie jest to płyta szybko wpadająca w ucho i przez to łatwa. To album, którego trzeba kilka razy przesłuchać i go przegryźć, żeby się z nim dobrze zaznajomić i na końcu polubić. Natomiast po tym zabiegu płyta „Legenda” stanie się takim evergreenem, do którego chętnie i z przyjemnością będziemy wracać. Tak było ze mną, więc tylko sugeruję zabiegi w celu zrozumienia konceptu. Dla mnie porządny album bez wstydu.
Dodam tylko jeszcze jedną osobistą refleksję. Kariera pani Małgorzaty Ostrowskiej kojarzy mi się z Jej rówieśniczką z Niemiec Federalnych, czyli Neną (ledwie dwa lata młodszą). Obie panie podobnie zaczynały w końcówce lat siedemdziesiątych, potem jeździły po ojczystych landach i krajach europejskich nagrywając hity i mając podobny punkowy wizerunek, by w rezultacie nagrać swe najnowsze solowe płyty w bardzo podobnej manierze elektroniki, rocka i osobistej harmonii (u nas recenzja #304, Nena- Lp „Licht”, luty 2024).
Twierdzę, że „Legendą” pani Małgorzata obroniła swój status pierwszej damy polskiego rocka i nagrywając takie płyty może spokojnie patrzeć w przyszłość.
Polecamy razem z wokalistką!
Słuchamy w Jamie!
Małgorzata Ostrowska x Rock House Entertainment x POZZITIVO TOURSERVICE