recenzja #365

dodano: 12 lutego 2025

RECENZJA #365

Skamfläck- Lp „Synka alla klockor för midnatt” (Nejförfan Records) 2024

By Adam Szulc Barber luty 2025

 

Hardcore punkowa szwedzka scena w latach osiemdziesiątych to była siła i uderzenie. Avskum, Bristles, Anti Cimex, Rasta Boys, Raped Teenagers, Crude S.S., Asocial, Asta Kask, Bedrövlerz, Mob 47 i wiele by tu wymieniać, bo to nazwy elektryzujące w owym czasie europejską scenę, a i teraz ich stare nagrania nie trącą mychą. Szwecja to silny zawodnik jak chodzi o muzykę niezależną, więc i w punk rockowym światku jest sporo załogantów, którzy grają, nagrywają, wycierają sceniczne dechy i organizują koncerty. 

 

Nowym muzycznym tworem na mapie jest zespół Skamfläck z miasta Järvsö na wschodzie tego pięknego kraju. To trio, w którym składową są członkowie Svart Snö i Mass Arest- znanych i lubianych lokalnych band. Muzyka to czternaście ognistych wygarów w klimacie wyżej wymienionych już kapel, bo inspiracja z tychże to dobry patent na sukces. Mówiąc sukces nie mam na myśli nie wiadomo jakiego sukcesu finansowego. Bardziej chodzi mi o to, że Skamläck zostanie zauważony i będzie miał dobry fundament do grania koncertów. Tak zwany szwedzki D-beat natchniony by almighty Discharge jest główną ingrediencją tego dania. Jednakże słowo szwedzki jest tu kluczem, bo mimo skandynawskiego zimna nagrania te mają swoje melodie i są dość miękkie i lekkostrawne.

 

Album jest koncepcyjny i najlepiej słuchać go od A do Zet. Przelatuje szybko, bo sprawni muzycy naprawdę dobrze radzą sobie z instrumentami i mimo pewnego schematu dzieje się tu ciekawie. Szybko więc przerzucam ze strony na stronę, bo nadane jest porządne, acz chwytliwe tempo, które przypomina mi troszkę o legendarnym Strebers. Zatem przyzwoita szybkość versus śpiewalne szlagworty tworzą przyjazny miks tego co w punk rocku jest przyciągające.

 

Teksty są w języku ojczystym. To fajny zabieg, bo przypomina o tych starych zespołach, które często śpiewały natywnie, choć nie ma się co oszukiwać Szwedzi zawsze stali mocno językiem angielskim. Dwa utwory są jednak w języku Szekspira i tu rozczarowałem się kapinkę. Sztampa, nuda i powtarzanie fraz jedni po drugich, jak na dużych chłopców to stanowczo za mało. Scena hardcore punkowa może przecież śpiewać o tych samych tematach co przed laty, bo politycy, wojskowi i ludzie jako tacy się przeca nie zmieniają, ale forma może być ciekawsza. Mnie nie przekonają frazesami.

 

Jakkolwiek dobrze się słucha nowoczesnego zimnokrwistego hardcore’a granego soczyście przez niemłodych już przecież panów. Koncertowo chyba szybko ich nie zobaczymy, bo frontman obsługuje zarówno bas jak i gitarę, więc będą musieli kogoś znaleźć na trasę. Ciekawostką jest, że album ten został wydany w nowej wytwórni tegoż frontmana o nazwie Nejförfan Records co wnioskuję, że znaczy iż nie dla fanu to to powstało.

Słuchamy w Jamie!

 

ps. gwarantuję, że Szwecja nas jeszcze zaskoczy w tym tygodniu! Już za chwileczkę, bądźcie czujni!!!! xxx

wróć do listy wpisów