recenzja #368

dodano: 04 marca 2025

RECENZJA #368

Nocne Szczury- 7” ep „Jarocin’80” (Warsaw Pact Records) 1980/2024

V/A „Jarocin’82”- comp. Lp (Warsaw Pact Records) 1982/2024

By Adam Szulc Barber marzec 2025

 

Wrzucam te dwie płyty do jednego kotła, bo po pierwsze obie to pionierstwo polskiego punk rocka, po drugie zawierają nagrania koncertowe pochodzące ze starych festiwali jarocińskich, a po trzecie wydawca jest również wspólny. Trzy razy tak i słuchamy!

 

Najpierw epka, bo chronologicznie starsza. Są tu trzy, choć w zasadzie dwa numery, bo intro jest zapowiedzią Waltera Chełstowskiego. Singiel ten to piękne wydanie z tekstami, opisami, zdjęciami, cudnym bio i licznymi archiwaliami. Wszystko świetnie podane, dobrze złożone, przetłumaczone na angielski i czysto zaprezentowane słuchaczom / czytelnikom. Nocne Szczury to band z Władysławowa, który powstał tam w końcówce lat siedemdziesiątych. Są obok Waldka Dzedzeja oraz grup Deadlock i KSU absolutnymi prekursorami punk rocka w Polsce. Bez bogatych rodziców, skórzanych kurtek, dobrego sprzętu i z małego miasta na starcie przegrywali z elegancką punkową warszawką (jak sami o nich piszą). Prostolinijni i szczerzy pisali co im na wątrobie leżało wierząc w to, że punkiem może być każdy kto łamie schematy. „Włosy krótko zetnij” to znamienny fragment tekstu pierwszego utworu „Chodź pójdziemy tam” pokazujący odmienność nowej fali polskiego rocka w stosunku do hippisowskich pióraczy, telewizyjnych konformistów i protoplastów metali. Drugi porusza antydorobkiewiczowskie i antykomercyjne wątki. Oznacza to, że te elementy, nazwijmy je tu roboczo finansowymi, albo raczej ich brak miały znaczenie dla budowy tożsamości zespołu. Oba kawałki mają wszystkie cechy przebojów: świetne szlagworty, proste teksty do powtarzania za wokalistą, motoryczne tempo i antysystemowy flow, którego wtedy nigdzie nie dało się usłyszeć poza koncertami i demówkami rozprowadzanymi wśród zrewoltowanej gawiedzi. Cud miód!

 

Składanka z Jarocina 1982 to poważniejsze wydawnictwo. Zacznę od opisu papierów.

Wzorcowe wydanie na czerwonym placku, rozkładanym kartonie z ogromnym, naprawdę ogromnym bookletem i w nim tym wszystkim co lubią poszukiwacze starych dziejów. Jak w przypadku Nocnych Szczurów jest to pięknie i starannie wydane tylko w wersji jeszcze bardziej level hard pod każdym względem ilościowym i jakościowym. Długie artykuły, masa zdjęć i przepiękne teksty (zwłaszcza te antyhołdysowe, które pokazują, że scena punkowa stała w totalnej opozycji do Perfectu i innych tak zwanych gwiazd) to atuty tego albumu. Uwielbiam stylówki muzyków- szybkościowe przyciemniane okulary, na głowach irokezy bądź potargańce, wąskie krawaty a’la Psychedelic Furs, skóry, glany, pufiaste portki i brak bród. Wszak to wszystko młode, więc nie zarastało jeszcze… (trafiły się ledwie ze dwa wąsy).

 

Zespoły to same gwiazdy tamtejszego antyestabilishmentowego świata. W kolejności Kontrola W., SS-20, Rejestracja, Bikini, WC, Corpus X i Detonator. Pierwszy z wokalistką Kasią Kuldą i jej bratem Darkiem to zduńskowolski projekt. Absolutnie nowatorski i ponadczasowy, wymykający się prostym ocenom o gatunek, choć niewątpliwie zalatywał nową falą. Ciekawostką jest fakt, że na perkusji grał tam późniejszy gwiazdor polskiego dziennikarstwa telewizyjno-radiowego Wojciech Jagielski. SS-20 to pre Dezerter, w tym samym składzie ze Skandalem na wokalu i znanymi numerami z późniejszych płyt. „El Salvador” i „Fabryka” to solidny hardcore punk. Toruńska Rejestracja zostawiła tu jeden kawałek. „Bez przyszłości” to troszkę sztampowy punkowy numer, ale z werwą i porządną dynamiką. Stronę A zamyka Bikini również z Torunia. Są tu ich trzy kawałki, a grupa ta jest dla mnie jednym z bardziej tajemniczych tworów na ówczesnej scenie. Brzmi to jak konkretna nowa fala oparta na punkowym rosole z wokalistką albo nawet wokalistkami i jeśli się nie mylę mieli jakiś zbiór wspólny z Rejestracją. Druga strona to trzy bandy. WC czyli Wyidealizowana Ciemność z pięcioma numerami to nisko pełzający bas i jeden z najciekawszych punk rockowych zespołów epoki. Wśród nich dwa wielkie i wciąż nieprzemijające hity: „Łazienka” i „Nie chcę jeszcze umierać” do nucenia przy goleniu. Corpus X to bardzo oryginalny projekt z saksofonem i trochę dziwacznymi tekstami, a panowie wyglądają jakby przylecieli sputnikiem z Marsa.

 

Jednak mój absolutny faworyt to zamykający album Detonator z utworem „Mamo daj mi czołg”. Uwielbiałem ten utwór w siódmej klasie i trochę o nim zapomniałem. Uważam, że nic się nie zestarzał. Brzmi dobrze, dostojnie i chociaż niewiele się tam dzieje, to ma potworną siłę rażenia. Ponury, spokojny i apokaliptyczny post punk w najlepszym, niezależnym wydaniu. Cudo numero uno!

 

Świetna składanka archiwizująca kolejną białą plamę polskiej muzyki rockowej. W moim plebiscycie plasuje się wysoko obok „Fali” i „Victim of safety pin”. 

Warsaw Pact Records czekamy na więcej!

Słuchamy w Jamie!

 

Refuse Records x CoreTex x Pasażer zine and records x Warsaw Pact Records x Jarocin Festiwal x SPICHLERZ POLSKIEGO ROCKA / Muzeum Regionalne w Jarocinie x CYMEON X x Dezerter

wróć do listy wpisów