
recenzja #370
RECENZJA #370
Shitty Life / Judy & The Jerks- Split Lp (Refuse Records) 2024
By Adam Szulc Barber marzec 2025
Berlińsko-warszawska wytwórnia płytowa Refuse Records działa mocno wystrzeliwując kolejne płyty jak naboje z kałacha.
Split Shitty Life z Włoch i Judy & The Jerks z głębokiego południa Stanów Zjednoczonych to zakumplowane ekipy, które mają za sobą wspólną trasę po USA.
Zacznę od tych drugich, bo mi się tak strona ułożyła. Dziesięć szybkich rajdów w stylu Vitamin X spotyka stary, bezkompromisowy youth crew hardcore z elementami pierwocin amerykańskiej muzyki lat osiemdziesiątych jak Articles Of Faith, Septic Death i pochodne. Chyba większość członków tego zespołu to kobiety. Sprawnie posługują się sprzętem grającym, a wokalistka drze się równo z instrumentami. Stary styl Negative FX wymieszany z waszyngtońskim hardcore’m tamtego czasu i wszystkim tym co w inspiracji tamtego czasu gra. Pojawiają się świetne zwolnienia w „Wolves of summer”, niezwykle melodyjny bas w „Rumpus” czy zwariowana solówka w początkach „Pecking order”, a wszystko to w szaleńczym kołowrotku i bezwzględnej radochy z tego co się robi. Z górki na pazurki- jest pięknie. Judy & The Jerks nie obcyndalają się w tańcu i zasuwają na tysiąc procent normy jak chodzi o czas, szybkość, jazgot i gęstość utworów. Totalnie nowoczesny punk rock na sterydach. Cudowne jest to!
Shitty Life nic nie ustępuje załodze zza oceanu. Jest wściekłe, ostre, do przodu i bez zahamowań. Cały czas trzymają słuchacza na smyczy szybkiego tempa i takiego włoskiego wrzasku, który urzekł mnie w muzyce kapel z tego kraju w latach osiemdziesiątych. Do tego, co jest zadziwiające w muzyce hardcore punk, zwłaszcza przy takiej dynamice, nie używają gitarowych dystorszynów. Przez ten ciekawy zabieg ich czad jest bardzo specyficzny, ale żebyśmy mieli jasność, nie jest mniej dziki. Na ich stronie są tylko cztery kawałki, jednakże wyziera z nich obłędna podpalona petarda. Każdy z nich pędzi na złamanie karku, a galopada bębniarza przyprawia o niekończący się uśmiech na mej twarzy, wszak coś tam pamiętam z łupania po perce. Do tego stosują takie dziwne patenty, które są totalnie nieprzewidywalne. Jakieś stop by’e, breakdowny, nagle przyspieszenia i zwroty akcji. Nie wiadomo jak się co i dalej potoczy. Mój faworyt to ostatni „Too much stimulation”. Dodam, że na wokalu jest również pani, która wydrzeć to się naprawdę potrafi.
Mój placek na czarnym.
Słuchamy w Jamie!
Refuse Records x CoreTex x Warsaw Pact Records x S H I T T Y L I F E