
recenzja #371
RECENZJA #371
Corrective Measure- Lp „Not for you, not for anyone” (Refuse Records) 2025
By Adam Szulc Barber marzec 2025
„I takich numerów proszę więcej pisać mi, panie kompozytorze!” jak śpiewał przed laty Wojciech Młynarski w utworze „Podchodzą mnie wolne numery”, choć podejrzewam, że panu Wojtkowi absolutnie (to też ulubione panowojtkowe słowo) nie chodziło o niniejszy zespół.
Panie i panowie przed Wami Corrective Measure z Maine, stanu kolebki USA, wszak to tam francuscy i angielscy koloniści zakładali osady już w XVII wieku.
Recenzowany tu zespół to już współczesna historia regionu Nowej Anglii, choć wygar mają w całkiem starym stylu i z zupełnie innego miejsca.
Dziewięć utworów, których możemy posłuchać na placku w Europie dzięki berlińsko-warszawskiej wytwórni Refuse Records, to nic innego jak stary i dobry hardcore trash, który słuchowo plasuję na drugim krańcu Stanów Zjednoczonych niż ich macierzysta, wschodnia okolica. Inspiracje są tu kalifornijskie i sądzę, że bardzo świadomie Corrective Measure cofają się lata wstecz by przypomnieć nam o Infest, Half Off i pierwszym singlu No For An Answer. Tak to tu właśnie gra. Na całego czerpią z tamtych dobroci.
Ostre, szybkie i bezkompromisowe numery nie są grindcorową wyścigową nawalanką (aczkolwiek bardzo lubianą przez niżej podpisanego), tylko sięgnięciem do przepastnej skarbnicy punk rockowo-hardcorowej historii USA. Pięknie się tu dzieje.
Świetne brzmienie przeniesione z kaset z epoki, stare patenty gitarowe oparte na szybkich przeskokach chwytów, basior goniący perkusję, która galopuje w charakterystyczny trashowy sposób plus do tego wysiłkowy i trochę tępy wokal bez pogłosów- sama surowica gardła- robią totalnie tę płytę. Utwór za utworem pędzą prawie bez przerw, co też jest znakiem raczej minionych czasów, bo nie czekają aż skonsumujemy w głowie co się wydarzyło, tylko dokładają kolejny blast, a za nim kolejny, a za nim kolejny, a za nim…
Płyta zawiera wkładkę z niezłymi tekstami. Są dobrze napisane, trochę w formie wykrzykiwanych na demonstracji haseł, ale jakoś tak składają się w sensowną całość. Traktują o mediach społecznościowych, o postawach w hardcorowej scenie, o hejcie i o bezdomności, która w wielkomiejskiej Ameryce przybrała już rozmiary gargantuicznej plagi. Dość przewrotny jest tekst do utworu „Right to be”, który z początku wydaje się być mocno antyludzki, a w rzeczywistości jest atakiem na cynizm każdego z nas. Warto się zagłębić, a ja już wiem, że płyta „Not for you, not for anyone” znajdzie się u mnie w czołówce roku 2025.
Bym zapomniał- ważny jest jeszcze czas trwania, także przeniesiony żywcem z połowy lat osiemdziesiątych. Płyta niesie czasu całe...jedenaście minut!
Mój egzemplarz na seledynowym i z limitowaną okładką.
Kłaniamy się nisko wraz z wydawcą tego cuda- we własnej osobie z Robertem Refuse, który odwiedził nas niedawno!
Słuchamy w Jamie!
Refuse Records x Warsaw Pact Records x CoreTex