recenzja #429
RECENZJA #429
The Analogs- Lp „Życie to jest gra” (Old School Records) 2025
By Adam Szulc Barber grudzień 2025
Nowa płyta The Analogs na XXX-lecie zespołu- to się po prostu wreszcie musiało wydarzyć!
Jak napisałem Analogsi istnieją już trzydzieści lat, a każde okrągłe urodziny to, jak wiemy, dobry czas na wszelakie podsumy. Panowie wpadli zatem na pomysł, aby nagrać od nowa kilka kawałków pochodzących ze starych singli i gdzieś tam zalegających lub mniej znanych utworów. Wyszła bardzo zgrabna i bardzo analogsowa płyta. Dziesięć kawałków na niej (oprócz ostatniego) jest ułożonych chronologicznie. Mamy więc utwory powstałe w latach 2004 do 2017.
Płyta świetna, bo nadała tym kawałkom z jednej strony tego pierwotnego punkowego sznytu przypominającego skąd im nogi wyrastają, a z drugiej modernego vibe’a, który zespołowi mającemu trzydzieści lat dał nową, świeższą twarz. Mimo nowoczesnego studia nowy The Analogs brzmi jednak wciąż po staremu, bo średnie tempo, surowe gitary, zdarty wokal i teksty o pato sytuacjach świetnie sprawdzają się zarówno w starej jak i w nowej odsłonie.
Taka płyta każdej kapeli jest potrzebna, bo jubileuszowe wymyślenie zupełnie nowych tekstów i muzyki jest na pewno dużo trudniejsze niż zrobienie jednego konceptu ze starymi numerami w roli głównej. Zasługuje to na uwagę, bo przez wspólne sesje w studiach Interstellar Sound i Rapido wyrównały się różnice w latach, kiedy powstawały. Mamy więc mimo wszystko nowy album i ja go tak traktuję.
Ja lubię ten toxoplasmowy flow ze skinowskim powiewem lat osiemdziesiątych. Lubię te teksty, z którymi nigdy nie było mi po drodze, bo starałem się zawsze wybierać inny szlak. Jednakże cenię ich za konsekwencję i cierpliwość. Bo powiedzmy sobie szczerze, ile zespołów w Polsce byłoby w stanie śpiewać o nożach wbitych w serce, tanim winie, złych dzielnicach i tym, że policjanci są be? To znaczy śpiewać i grać można, ale musi ktoś za to zabulić, bo każdego dopada w końcu tak zwana proza życia, rachunki i te wszystkie historie. Ku memu zdziwieniu ich jakoś się to nie ima. Tym bardziej więc mają mój szacunek za przetrwanie w tak niełatwej materii jaką jest street punk rock.
Słucham płyty „Życie to jest gra” zanurzając się w świat mi obcy, ale który jak filmy o łobuzach i szwarc charakterach jednak pociąga. A pociągają mnie też zgrabnie rozegrane kawałki, surowe, choć dające się nucić szlagworty, energetyczne tempo i melodyjne gitary.
Czy mam tu swoje faworyty? I tak i nie. Tak jak już pisałem wyżej lubię te nagrania, ale moim najulubieńszym jest chyba „Zagubiony”, który pierwotnie ukazał się na split siódemce z wrocławską legendą Prawda. Jest on o tym jak człowiek stacza się na margines przez własne chciejstwo albo tumiwisizm, jak brak ambicji i nadziei, a potem depresja i stryczek dobiją każdego kto się w końcu sam nie obudzi. Robiłem i robię wszystko, żeby nigdy nie iść tą ścieżką i dlatego traktuję ten kawałek jako przestrogę przed takim życiem.
Od nas polecajka na ten tydzień.
Słuchamy w Jamie!
The Analogs x Booze & Glory x Oldschool Records x Durabo x Bad Look Records