recenzja #431

dodano: 22 grudnia 2025

RECENZJA #431

Day By Day- Lp „Dust and ashes” (Flatspot Records) 2025

By Adam Szulc Barber grudzień 2025

 

Day By Day z Florydy to hardcorowa banda, która ma już za sobą ponad dziesięć lat wspólnego grania, sporo koncertów (w tym oprócz wielu gigów w USA ze dwie trasy po Europie oraz sztuki w Azji i Australii), a na koncie kilka wydawnictw- naliczyłem cztery- włącznie z najnowszą epką “Dust and ashes”, która ukazała się w tym roku na dwunastce. Z tego co widzę są to ich pierwsze nagrania po siedmiu latach.

 

Jest to sześć utworów siły i mocy w stylu nowoczesnego hardcore’a początku lat dziewięćdziesiątych. Dużo tu wpływów starego Madball czyli miejskiej agendy z Nowego Jorku, sporo didaskaliów bezpośrednio branych ze straight edge militanckiego grania tamtych czasów jak Canon czy Green Rage, troszkę w tym Snapcase, pojawiaja się nawet wpływy death metalowe, jest dużo dobrej produkcji, momentami mamy tempo ze starego hardcorowego vibe’u, a do tego całe wiadra smutku, niepewności i pesymistycznych tekstów. To ostatnie nie nastraja pozytywnie, bo świat widziany ich oczami jest totalnie zły. Oni zresztą nie mówią ani o jakimś tam świecie gdzieś na planecie, ani o wojnie, która toczy się daleko hen za granicami Ameryki. To co piszą sprawia wrażenie jakby wyszli na ulicę, przed swój własny dom i opisywali codzienność amerykańskiego snu. Hmmm…, wiadomo, że z wewnątrz wszystko widać inaczej i sam będąc w USA widziałem dużo patologii, ale ilość zła serwowanego nam przez Day By Day jest przerażająca. Jakby nie zauważyli w świecie niczego optymistycznego, a przecież to nie jest tak, że wszystko jest złe. Muszą mieć jakieś powody, o które na pewno zapytam ich osobiście jak będą znowu na naszym kontynencie.

 

Ta płyta została nagrana na sto procent. Znaczy to tyle, że zespół nie bawił się w nagrywanie ścieżkami tylko wszedł do studia i zaczął grać. Dzieki takiemu zabiegowi mamy w muzyce większą siłę rażenia i więcej hardcorowej prymarności. O tym zresztą piszą członkowie Day By Day, że właśnie o taki efekt starej szkoły realizacji im chodziło. W stosunku do wcześniejszych nagrań zespół zrobił skok w nadprzestrzeń. Brzmi bardziej dojrzale, a wokalista mówiąc kolokwialnie wyrobił się i wie już jak wydobywać dźwięki, nawet czasem growluje! Ten manewr z “setką” bardzo pomógł tym utworom, mniej tu sztampy, więcej życia i powrotu do historycznej hardcorowej macierzy.

 

Świetny jest tutaj zbiór wspólny z epką z 2015 roku. To utwór (wtedy pierwszy) “Fake & Liars”, a teraz zamykający “Fake & Liars II”. To jakby rozwinięcie tematu oparte na podobnych riffach i madballowym flow, ale w nowszej odsłonie i pokazujące przyszłą drogę tej kapeli.

 

Co tu jeszcze?

Genialne są dwa utwory nastepujące po sobie. To “The Poison” i “Peace or annihilation?”. Pierwszy to surowa hardcoremetalowa jatka oparta na klimacie vegan bandów sprzed trzydziestu laty. Z kolei drugi to z początku snapcase’owa kombinacja, która zgrabnie przechodzi w daybydayową łupankę by zakończyć intrygującymi sprzęgami, a samo pytanie tytułowe to czysty Crucifix z płyty “Dehumanization”- mamy więc kolejny ukłon w stronę starszych kolegów.

Winyl jednostronny, przezroczysty.

Słuchamy w Jamie!

 

Flatspot Records x CoreTex x Revelation Records x Day By Day x Durabo

wróć do listy wpisów