recenzja #432
RECENZJA #432
HeadCat- Lp „Walk the walk…talk the talk” (Randale Records) 2011
By Adam Szulc Barber grudzień 2025
Dziesiąta rocznica śmierci Lemmy’ego, lidera Motörhead to w Jamie celebracja Jego pamięci poprzez graną i opisywaną muzykę. Tę, którą stworzył sam On rzecz jasna. Poza tym są jeszcze dwie okazje do napisania kilku słów, ponieważ oprócz wspomnianej dekady w tym roku minęło 50 lat od założenia Motörhead, a przy okazji Lemmy skończyłby 80 lat, gdyby żył…
HeadCat to poboczny projekt słynnego basisty z roku 2011, w którym wciela się w rolę rockabillowca z lat pięćdziesiątych. Takiego jak z tańczonych prywatek ze starych zdjęć czy balu maturzysty na końcu świata w zapomnianej uczelni.
Zespół ten został założony przez trzech wyjadaczy rockandrollowej sceny: rzeczonego Lemmy’ego na czterech strunach i wokalu oraz dwóch członków legendarnej amerykańskiej grupy rockabilly Stray Cats. To panowie: perkusista Slim Jim Phantom oraz na gitarze Danny B. Harvey.
Tuzin kawałków to porządna garść.
Zdecydowana większość z nich to covery. Wiele znamy od razu, bo ich melodie słyszeliśmy w radio w pokoju rodziców nie raz. No bo czyż takie hity jak „Say mama” oryginalnie by Gene Vincent, „You can’t do that” od The Beatles, “I ain’t never” Webb’a Pierce’a czy “Let it rock” największej gwiazdy ówczesnego rocka Chucka Berry’ego nie są klasykami, a zarazem pierwocinami muzyki rockowej? Są, jak najbardziej i każdy z nas je słyszał setki razy. A Lemmy z dwójką bezpańskich kocurów wziął się z nimi za bary. Na albumie są też ich dwie kompozycje własne. Ta trójka muszkieterów wie jak to robić, wszak w czasie nagrywania „Walk the walk…talk the talk” wygryzali ten czerstwy sceniczny chleb już od wielu, wielu lat. Wspomniane utwory to „American beat” - tenże jest otwierającym album i ma w sobie genialny beat, taneczny szlagwort i to motörheadowe zacięcie oraz na drugiej stronie świetny kawałek o orle wybierającym piąty dzień tygodnie na latanie, czyli „The eagle flies on friday”. Oba są genialnymi kopiami utworów z lat pięćdziesiątych. Cała ich produkcja jest analogowa, a sposób grania, maniera śpiewania i budowania kompozycji są przeniesieniem nas w czasie o dziś już prawie siedemdziesiąt lat. W roku nagrywania tych kawałków Lemmy wciąż wspominał ten czas jako najlepszy dla muzyki rockowej. Mówiąc krótko wskakujemy w wehikuł czasu nastawiając zegar na rok 1959 i zaczyna się zabawa!
Z racji zbliżającego się karnawału warto byłoby to odpalić na gramofonie i lakierkami zetrzeć parkiet na wiór.
Płyta wydana w starym stylu z zachowaniem odcisku winyla na okładce i kilkunastoma zdjęciami całej szacownej bandy na rozkładzie.
Gatefold na czarnym.
Słuchamy i wspominamy w Jamie!
Official Motörhead x Stray Cats x HeadCat