recenzja #434
RECENZJA #434
Criminal Tango- Lp „Karuzo” (Bad Look Records) 2024
By Adam Szulc Barber styczeń 2026
W sumie to poza nazwą niewiele wiedziałem, aż do pewnej październikowej soboty, gdy zobaczyłem ich na żywo w Poznaniu. I pykło! Żywioł, przekaz, wigor, punk na folkowych resorach i świetny kontakt z publiką. Skojarzenia miałem od razu jasne: Gogol Bordello, Szwagier Kolaska, Hańba, Orkiestra z Chmielnej, a nawet soundtrack z „Zakazanych piosenek”. Wszystko to okraszone rebelianckimi, knajackimi i ulicznymi tekstami z pogranicza czerwonych koszul Garibaldiego, przedwojennych rzezimieszków, tasiemkowej hałastry, powstańców warszawskich, bazaru Różyca czy tyrmandowej chuliganerii. Jak jednak wspomniałem nie zabrakło tu punkowego ducha, a nawet punkowej stylistyki. Bo Criminal Tango z Warszawy nie wypadli sroce spod ogona. W ich składzie członkowie szacownych nazw: Lazy Class, Damnation i Porno Skins. Poza tym wyglądają jak królowie ulicy! Wąsy, brodziska, lujówy, podwinięte nogawki, żonobijki i ładne wyczesy. A do tego instrumentarium: banjo, dęciaki, klawisze i te takie „normalne” do grania punk rocka. Ogólnie bikiniarsko-łotrowski styl ze scenowym pazurem. Tytuł płyty nawiązuje do ulicznego śpiewaka, który na swój sposób jest elegancki, a i w mordę potrafi dać. Ulica to ulica, rządzi się swoimi prawami. Z honorem, na rubaszno i na smutno. Zresztą korelacja z męskimi fryzjerniami jest tu oczywista. Onegdaj fryzjer to oko i ucho miasta, więc warto było mieć go po swojej stronie. Przedziałek zrobi, facjatę ogoli, na ucho szepnie, gardło frajerowi poderżnie…
Jednak ich muzyka kupiła mnie najbardziej.
Jedenaście kawałków płynie w wyżej wymienionej manierze podwórkowych drapichrustów. Takich właśnie co to wpadają między kamienice, robią zamieszanie, szarmancko zwracają się do dam, a kieszeń nastawiają do wszystkich. Bo to takie cyrkuśniki, komedianci i matacze bez stałej posady budzący uzasadniony strach wśród poukładanych mieszczan. Bo tak jest w istocie, że część się ich boi, część kocha, a wszyscy chcą posłuchać. Chcą słuchać, bo to mądre, potwornie energetyczne i szczere jak cholera. Nie zdawałem sobie też sprawy z tego, że taki zerojedynkowy krzyk o lepszy świat sprawdzi się w takim gatunku. Bo przeca łobuz mówi jak jest. Wychowany na zimno, bo w naturalny sposób rodzi się w przytułku i w naturalny sposób umiera od kosy, ale zawsze kocha najbardziej!
A na winylu „Karuzo” hit goni hit i hitem pogania. Grandziarskie teksty połączone są z proletariacką nutą i w każdym utworze znajdujemy wszystkie te elementy. Od pierwszego utworu przenosimy się w podłe zaułki, podejrzane ulice, brudne bramy, obskurne podwórka, lewe interesy i przepełnione czynszówki. Tak przed laty żyli ludzie pracy.
Polecam moje ulubione przeboje. Numero uno to „Na prawa się nie czeka”, potem „Bard ulicy” z tym cygańskim tempem oraz last but not least „Telegramy” z genialnym refrenem: „ciągły pośpiech, zawsze w proszku, żyjąc w bajce o jednorożcu”, który w tych paru słowach zamyka całą tak zwaną nowoczesną karierę młodych wilków z Łyskowa.
Dodatkowe atuty to gościnne występy dwóch bardziastych: Hioba Dylana oraz Andrzeja z Hańby. Plus realizacja od Mustache Ministry- co za nazwa, nie może być lepiej!
Kawał porządnej roboty.
Jak kiedyś zobaczę tę ekipę grającą na ulicy, to wrzucę im dyszkę do czapki!
Niebieski winyl.
Słuchamy w Jamie!
Criminal Tango x Bad Look Records x The Analogs x LAZY CLASS x Hiob Dylan x Hańba x Mustache Ministry Studio x Red Yeti Studio x Przemysławka x Pan Drwal x Durabo