recenzja #436

dodano: 09 stycznia 2026

RECENZJA #436

The Story So Far- Lp „I want to disappear” (Pure Noise Records) 2024

By Adam Szulc Barber styczeń 2026

 

Ta kalifornijska grupa pop punk rockowa istnieje dobre dziesięć lat. Ich najnowszy album, wydany latem 2024 roku dla Pure Noise Records jest ich trzecią propozycją długogrającą. Muszę przyznać, że zrobili spory skok do przodu. Grają to co chcą grać, ograli się koncertowo, łapią żwawe tempo, mają więcej pewności siebie i brzmią troszkę podobnie do grania z drugiej, tej wschodniej strony Ameryki. Bo tak się w zasadzie gra na wybrzeżu bliżej Europy i mimo, że w The Story So Far słychać te południowo-słoneczne rytmy ze stanu pomarańczy, a dokładnie z okolic San Francisco, to więcej inspiracji łapią z takich zespołów z Nowej Anglii jak A Will Away, Have Mercy, Valleyheart czy Rusted Hearts, a może nawet Fugazi? Świetnie to wszystko i bardzo nowocześnie chodzi i jak to zwykle bywa w zespołach tego typu jakość brzmienia i równość grania zostały wyśrubowane po same gwiazdy.

 

Dziesięć utworów rozpoczyna „All this time” z sercowym, ale ładnie napisanym tekstem. Może nie tyle ładnie co mądrze, bo temat miłosny w słowach utworów łatwo strywializować, a tu mamy ciekawe wersy np. „so just say you want out and we can stop all this pain now” albo “when you said it's like knives inside your mouth. And you can't enjoy anything like this now. Life running out inside your house. And your mood lacks all direction”. Podoba mi się, bo chociaż młodzieńcze, to zgrabnie wyrysowane te frazy. Czytanie tych tekstów w ogóle sprawia mi przyjemność, bo widzę, że im pisanie przychodzi lekko. Wiersze nie powtarzają się uporczywie w manierze „nie wiem co napisać dalej”, tylko wręcz przeciwnie wydaje mi się, że mogliby pisać dużo więcej i więcej. Znać, że jakieś rozterki duchowe i sercowe rozkminy po tych gorących głowach się przemieszczają…

 

Utwory płyną dynamicznie i mimo pewnego pesymistycznego nastroju zawartego w zwrotkach, całkiem radośnie. Bardzo przyjemny refren ma „Jump the gun”, a poza tym świetnie prezentuje się cały kawałek. Dodam, że te melodie są troszkę pokombinowane poprzez łamanie rytmu czy niestandardowe zagrywki jak na przykład intro w „Nothing to say”, notabene porządnym hardcorowym numerze. Dodam, że zespół ma spore grono fanów, bo prawie czterysta tysięcy followersów na fb to nie żarty.

 

Płytę przepięknie wieńczy utwór tytułowy. Gitara akustyczna, przyjazny głos, smutnawy przekaz, ale jak się znowu przerzuci na pierwszą stronę to dziesięć utworów rozpoczyna „All this time” z sercowym tek…etc etc

Mój kolor w mlecznym splatterze.

Słuchamy w Jamie!

wróć do listy wpisów