recenzja #438
RECENZJA #438
Chaos- Lp „Trzy” (Warsaw Pact Records) 1989/2024
By Adam Szulc Barber styczeń 2026
Kolejna legenda hardcorowych polskich pierwocin została odgrzebana przez nieustępliwych w swych poszukiwaniach załogantów z Warsaw Pact Records.
Tym razem ich rodzimy, Chaos z Warszawy.
Już sama nazwa grupy jest znakiem czasów, wszak wiele zespołów tego gatunku na całym świecie miało to słówko w nazwie albo przynajmniej w tytule płyty czy utworu. Już samym tym Chaos trafił do ligi światowej.
Chaos pamiętam z koncertu w Poznaniu. Był rok 1987 albo 1988. Był wtedy taki krótki moment, że odbywały się sobotnie przedpołudniowe koncerty w „Akumulatorach”. Byłem na dwóch (raz wystąpił U.O.M., raz Trybuna Brudu) i chyba na obu wystąpił nasz H.C.P. To z nimi razu jednego zagrał Chaos, chyba, że coś pokręciłem, ale chyba nie…Pamiętam to jak przez mgłę, ale nie zrobili chyba na mnie jakiegoś piorunującego wrażenia. Ach, chyba mieli jakieś hardcorowe badziole i naszywki, a po tych znamionach zewnętrznych obwąchiwaliśmy się wtedy. Jakiś czas później ukazała się kaseta warszawiaków i chyba powtórzenie albo jakaś część tego wskoczyła na split demo z rzeczonym H.C.P.
Z tego kasetowego materiału możemy posłuchać winylowego masteringu poczynionego, jak w większości przypadków dla W.P. Records, przez almighty Smoka.
Razem ze wstępem utworów jest trzynaście, dwa czy trzy są nawet odśpiewane w języku angielskim. To akurat świetny pomysł, rzadko kto w Polsce wtedy to robił, a w Europie już zespoły zaczynały powoli wplatać internacjonalne słówka, żeby się łatwiej porozumiewać. Cała zresztą sieć połączeń pocztowych wymiany muzyki i myśli sceny niezależnej całego świata to absolutny fenomen na skalę dzisiejszego Internetu (sam brałem w tym mocny udział). Stąd język angielski był po prostu potrzebny.
Utwory Chaosu są surowe, ale rozbudowane. Zaskakujące jest tu to, że są one dość długie. Prawie każdy z nich trwa powyżej trzech minut (może stąd tytuł?), a to wcale nie było takie oczywiste w tamtym czasie.
Ewidentną inspiracją dla zespołu były kapele hardcorowe z USA. Brzmienie, teksty i ogólny look muzyków to wypisz, wymaluj grupy jak N.O.T.A., D.R.I., D.D.T. czy C.O.C. (akurat tak mi się same skróty poukladały:)).
Jednak bliższe przesłuchanie nasuwa mi na myśl brzmienia i styl zespołu T.M.A. z New Jersey oraz kapel z dwóch ważnych składanek tamtego czasu. Mam na orbicie kompilację „This is Boston not L.A.” i „The new hope” z Ohio. Jednakże jak już pisałem cały czas kręci się to w okolicach pierwszej połowy lat osiemdziesiątych w USA. Mój faworyt to „Jesteś”. Jak na nich to akurat dość krótki, ledwie dwuminutowy z małym wąsem, ale ma wygar, ma porządną hardcorową konstrukcję i jedyne do czego mogę się przyczepić to wokal, który jakoś tak niedomaga.
Płyta wydana przyzwoicie, choć bez fajerwerków, ale jest wszystko co powinno się znaleźć w pamiątkowym, archiwalnym wydaniu. Garść fotek, teksty w dwóch językach, skany plakatów z koncertów i wywiad dla Qqryq Fanzine z 1989 roku przeprowadzony przez świętą trójcę warszawskiej sceny Pietię, Zbyszka i Staśka. Notabene na jednym ze zdjęć przyuważyłem Pietię i na śmierć zapomniałem, że nosił brodę, którą kuł w oczy nas gołowąsów :)
Kolejna biała plama polskiej muzyki hardcore punk nie jest już biała.
Mój na czerwonym.
Słuchamy w Jamie!
Warsaw Pact Records x CoreTex