recenzja #444
RECENZJA #444
GO! - Lp „Just say GO!” (Refuse Records) 1989-1991/2025
By Adam Szulc Barber luty 2026
Uwielbiałem.
W tym zespole było wszystko to czym byłem przesiąknięty na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Straight Edge, szybka muzyka, prosty przekaz, bezkompromisowe teksty, antykomercja, scena niezależna, smarowanie znaczków mydłem, budowanie własnych struktur, wewnętrzny obieg prasowy, towarzystwo wzajemnej adoracji, koncerty poza estabiliszmentem, szacunek dla każdego i szerokie nie dla emtiwi. Wszystko to było rzecz jasna mocno ponadymane ideami, ideologiami, filozofiami i zlepkiem różnych, często powyrywanych z kontekstu fragmentów wypowiedzi, cytatów i tekstów utworów.
W zasadzie na tym mógłbym skończyć tę recenzję, bo reszta to będzie tylko mielenie tego co napisałem wyżej.
Ale GO! to GO!, więc muszę się jeszcze chwilę nad tym pochylić, bo wywarli na wielu ludzi ogromny wpływ, a ja zasłuchiwałem się ich singlami, które, miałem takie wrażenie, wypuszczali z szybkością karabinu maszynowego. Co chwilę widziałem jakiś advert tu i ówdzie: New 7”ep from NYHC GO! is out now.
Ich prosty i szybki hardcorowy beat oparty został na kilku chwytach, krótkich ciosach w podbródek i sevensecondsowym tempie z Mike’m Bullshitem jako prowadzącym cały ten kooperatyw. Koncerty GO! i zaprzyjaźnionych kapel punkowej sceny niezależnej ówczesnego czasu z miasta Nowy Jork odbywały się w nowopowstałym klubie ABC No Rio. Pierwszy raz przeczytałem o nim w jakimś fanzinie i między innymi we wkładkach singli GO!, Rorschach czy Born Against. Zresztą na koncercie tego ostatniego w Jeleniej Górze (1992) porozmawialiśmy z członkami zespołu (wywiad ukazał się jakimś numerze Mysha ‘zine) o klubie i o wszystkim co ważne dla nas i dla nich. Opowiadali rzeczy o N.Y.C. jakby nie był to raj na ziemi. Ja byłem dogłębnie przekonany o tym, że jest dokładnie odwrotnie i marzyłem, żeby się tam dostać- miałem 20 lat. Pisałem o tym zresztą kilkukrotnie, że jakbym wtedy dostał wizę do Stanów to bym tam pewnie został. W sumie dobrze, że nie dali, bo nieuregulowana służba wojskowa…
Czasy ciekawe, z pełnią wiary w to, że można zmienić świat zaczynając od siebie i zmieniając go wkoło siebie. W sumie do dziś tak prowadzę swoją firmę, że pokazuję, że można żyć po swojemu. To na pewno zasługa tamtych czasów i po części zespołu GO! i jemu podobnych.
Na płycie znajduje się dyskografia singli zespołu, razem, jeśli dobrze naliczyłem 56 utworów! Siła!
Dobrze, że Refuse Records odkurzył tę pozycję, bo warto, a nawet należy o tym pamiętać.
Pod wpływem tego albumu kupiłem sobie okazjonalną cegłę ABC No Rio. A co tam, ten klub i CBGB to dla mnie ważne miejsca sceny tamtego czasu, i tyle.
Gatefold, przezroczysty placek, tłusty booklet, kolorowe zdjęcia. Łza w oku...
Genialna płyta.
Słuchamy w Jamie!
Warsaw Pact Records x CoreTex x ABC No Rio x Durabo