recenzja #445
RECENZJA #445
Integrity- 7” + 12” „In contrast of sin” (Victory Records, Dark Empire Records) 1989,2024
By Adam Szulc Barber luty 2026
Dwid z Integrity odwiedził Jamę rok temu. To fakt bezsprzeczny, a zarazem absolutny zaszczyt i radość dla mnie osobiście. Tego samego dnia moja kolekcja poszerzyła się o dwunastocalową wersję najlepszego singla w moim życiu ever.
To Integrity „In contrast of sin”, którego pierwszy press przysłał mi fan muzyki straight edge hardcore z Kanady kilka tygodni po jego wydaniu. Wtedy na normalnej czarnej siódemce. Od tego momentu- przełom 89/90- Integrity stało się najważniejszym zespołem w moim życiu.
Tak jak napisałem wyżej ten singiel jest na samej górze topu moich epek. To pięć utworów nagranych 36 lat temu.
Stawkę otwiera „Live it down”. To mój absolutny fave grupy. Wszystko się w nim zgadza. Zmiana tempa, narastanie emocji, świetny tekst, odpowiedni ryk woxa i niepowtarzalne brzmienie. Kolejny na tapetę wchodzi tytułowy. I ta wersja tego kultowego kawałka wchodzi mi najbardziej. Ma w sobie garaż, ducha, troszkę wolniejszy rytm, głębokie kotły, surowe blachy i totalnie punkowy hihat. Genialny „Bringing it back” atakuje lekko pokrzywionym tempem w szybkich momentach. Ach, jak ja lubię te drobne przesunięcia. Integrity to w końcu hardcore, a równo grać? Co za fanaberia! I ten chórek: One Life Drug Free!
„Dead wrong” to najszybszy numer na płycie z cudownym straightedgeowym zwolnieniem, a system domyka „Harder they fall”-uffff- ja cię w mor…! Te dwie nogi na starcie i półkotły po intro, powolny zaśpiew Dwida i od nowa po kolei i w kółko Macieju, ach cud i miód.
Piękne jest to, że to wszystko do dziś się nie zestarzało i nie trąci mychą jak wiele płyt z tamtego okresu, a to duża zaleta. Powiedziałbym wizjonerska.
Jak już wspomniałem „Live it down” to dla mnie najukochańszy utwór zespołu. Mimo tego, że widziałem Integrity wiele razy, to nigdy nie słyszałem go na żywo. W listopadzie Dwid na moją prośbę zagrał go w Poznaniu i dodatkowo zaprosił mnie do wspólnego odśpiewania- aaarrrgghhhh, się działo!
Mały placek first press na czarnym, większy od Dwida na pomarańczu.
Słuchamy w Jamie!