recenzja #449
RECENZJA #449
Buzzcocks- Lp „Attitude adjustment” (Cherry Red Records) 2026
By Adam Szulc Barber marzec 2026
Legendarny Buzzcocks z Manchesteru wydał nową, chyba dziesiątą już w swoim dorobku studyjną płytę. Zespół istnieje od 1976 roku i powstał zainspirowany zaraz po londyńskim koncercie Sex Pistols. Byłem święcie przekonany, że polskim słuchaczom jest znany ze składanki „Back stage pass” wydanej w 1986 roku przez Pronit. Dałbym sobie rękę uciąć, że tam właśnie byli, ale pamięć niestety jest zawodna. Buzzcocks nie znalazł się na tamtej kompilacji. Jakkolwiek na skórach jarocińskich załogantów często było widać napis Buzzcocks, a takie przeboje jak „Ever fallen in love”, „What do I get” czy „Orgasm addict” były u nas dobrze znane. Ich melodyjny punk rock, może nawet protoplasta pop punka po części bliski angielskim gwiazdom jak The Beatles czy The Jam, czyli sztuki łączenia mainstreamowego refrenu z surowością subkultur, był lekkostrawny i nawet grany w polskim rozgłośniach tamtego czasu. Co prawda nie na listach przebojów, a w specjalnie dedykowanych takiej muzyce audycjach w godzinach wieczornych, ale zawsze. Byli u nas całkiem prawidłowo kojarzeni z punkowym nurtem, a ich nagrania pokazywały, że jest on pojemny, a zaczyn w postaci New York Dolls, Iggy’ego Popa czy Sex Pistols jest tylko motywacją do dalszych muzycznych poszukiwań.
Tytuł nowego albumu Buzzcocks to „Attitude adjustment”. Z angielskiego jest to „dostosowanie postawy”, czyli dopasowanie się do większości lub do grupy, w którą się człowiek wtapia. Czasy są takie, że wielu ludzi nie mówi tego co myśli tylko dostosowuje swoją postawę do większości, żeby uniknąć społecznego ostracyzmu.
Mamy tu czternaście zupełnie świeżych kawałków w starym buzzcocksowym stylu. Pierwsze dwa single, jakimi nas uraczyli to pierwszy na płycie „Queen of the scene” i czwarty „Poetic machine gun”. To wielkie przeboje. Oba dynamiczne, świetne i melodyjne. Nie ustępują hitom sprzed lat. Jednakże byłem ciekaw całości, bo single mogą być mylące. Jednak nie jest tak. Płyta się bardzo broni, a stary vibe z nowoczesną realizacją cudnie chodzi. Słucha się tego bardzo dobrze. Zespół nie sili się na jakieś-nie-wiadomo-skąd-aranżacje i najzwyczajniej w świecie pisze proste piosenki do słuchania. Układ każdej z nich jest też ukłonem do aranżacji sprzed lat. Niepotrzebne kombinacje na bok, a w zamian dostajemy mid-tempo, tradycyjny układ zwrotka-refren, przyjazny, choć lekki buntowniczy sznyt i spokojny, acz konsekwentny rozwój sytuacji.
Oprócz wspomnianych wyżej singli na uwagę zasługują takie kawałki jak przypominający trochę Pink Floyd antywojenny manifest „All gone to war” w wersji akustycznej, porządny rockowy numer „Jesus at the wheel”, „Break that ball and chain” w klimacie The Who spotyka The Clash i zamykający album „The greatest of them all”, który pływa po morzu Public Image Ltd.
Dziwny jest tylko przerywnik w postaci dwukrotnego umieszczenia niby dwuczęściowego jednominutowego utworu „One of the universe”. Jednak da się to przeżyć…
Kilka lat temu recenzowałem tu wielkie powroty The Boomtown Rats i The Psychedelic Furs (kolejno #83 i #91), teraz pojawił się Buzzcocks, więc jeszcze czas na reunion Dr. Feelgood i zestaw modsowego grania z punkowo-nowofalowym flow będzie kompletny.
„Attitude adjustment” nie jest może płytą wybitną, ale cieszę się, że tym ludziom się chce od nowa chwycić instrumenty, wymyślić interesujące kompozycje, poskładać to do kupy i wydać album. W książce „Krótko po męsku” (2022) tak pisałem o Buzzcocks: „…wymyślili swoją nazwę od dwóch słów- krótkiego strzyżenia maszynką „buzz” oraz wulgarnego określenia męskiego przyrodzenia „cock”. Miało to oznaczać dezaprobatę dla ludzi z krótko obciętymi włosami”.
Pierwsza dwudziecha roku!
Słuchamy w Jamie!
CoreTex x Buzzcocks x Cherry Red Records x Durabo