recenzja #453

dodano: 27 marca 2026

RECENZJA #453

Direct Measure- Lp „Might and might alone” (War Records) 2025

By Adam Szulc Barber marzec 2026

 

Direct Measure ze stanu Missouri, a dokładnie z miasta St. Louis to grupa, która działa od ośmiu lat. “Might and might alone” to ich debiutancki album po dwóch czy trzech epkach i jakimś demo na kasecie, dzięki którym rzecz jasna, zostali w scenie zauważeni. W St. Louis bylem dwukrotnie i odbieram to miasto jako pełne typowej amerykańskiej scenerii w odbiciu wielkomiejskich społecznych patologii. Zatem mamy tu bezdomność, przestępczość, gangsterkę, małoletnich cwaniaczków, narkotyki i broń na ulicach czy zuchwałe okradanie ludzi w biały dzień. Wszystko to przykryte jest ogromnym ruchem turystycznym, bo St. Louis reklamuje się jako przedmurze Dzikiego Zachodu. Do tego ciekawostka jest fakt, że jest miastem w części leżącym w stanie Illinois, a w części w Missouri właśnie i po trzecie nad przepływającą tu rzeką Missouri góruje Gateway Arch-brama na Zachód. Jest to wyjątkowy gargantuiczny pomnik- muzeum zdobywania zachodnich bezkresów przez białego człowieka. Te elementy plus National Blues Museum (wszak miasto jest siedliskiem czarnego bluesa), ciekawy ogród zoologiczny czy wspaniałe widoki na zachodnią część kraju przyciągają turystów z całego świata.

 

W takiej oto mieszaninie światów powstał zespół Direct Measure, który zainteresował mnie najpierw okładkowym rysunkiem w rycerskim klimacie zespołu Gwar, potem kalifornijską wytwórnią War Records znaną z dobrych zespołów i po trzecie świetną muzyką.

 

Bo klimaty muzyczne Direct Measure to okolice PowerTrip, Iron Age, Iron Reagan, Enforced etc,, co oznacza, że jest to mocny crossover na hardcorowym rosole. Jak wiadomo Missouri, Texas i Virginia, czyli siedziby wyżej wymienionych zespołów, nie są typowymi hardcorowymi ośrodkami. Najwięcej kapel tego typu pochodzi wszak z Kalifornii i Nowego Jorku. Jednakże fly-overs (tak się mówi o tych stanach, przez które Kalifornijczycy i Nowojorczycy latają do siebie w te i nazad) też mają do zaoferowania całą masę dobrych kapel, co pokazuje przykład recenzowanego tu bandu.

 

To naprawdę świetna płyta, która ma bardzo dobre nowatorskie brzmienie, i przede wszystkim pomysł na siebie. Doskonale otwiera całą płytę startujące intro przechodzące w pierwszy numer “Proelium”, ależ tego się słucha!

 

Mam tu dwa faworyty. Pierwszym z nich jest “Cremation” z dodatkowym wokalistą z metal hardcorowego zespołu Sawed Off z tego samego miasta. Płynie i pędzi trochę punkową nutą, ale z tym niepokojem na tyłach- aaarrrggghhh!!!

 

Doskonały jest numer “GCHC” (Gateway City Hard Core) zamykający całą dziesięcioutworową stawkę, w którym także wokalnie wsparli członkowie lokalnych kapel Time and Pressure, Squint, Volition, Maladjust i Drop the Blade. Utwór ten zresztą mówi o jedności lokalnej sceny.

Czekam na nich w Europie!

Słuchamy w Jamie!

wróć do listy wpisów