recenzja #455
RECENZJA #455
Offspring- Lp „Supercharged” (Concord Records) 2024
By Adam Szulc Barber kwiecień 2026
Nie jest chyba łatwo policzyć ilość oficjalnych albumów kalifornijskiej grupy Offspring. Sam mam w kolekcji chyba wszystkie, ale do tego dochodzą single na dwunastkach i jakieś okolicznościowe wydania. Sam nie wiem jak to zespoły liczą, dla mnie płyta to płyta i już. Na moje jednak wychodzi, że „Supercharged” jest dwunastym studyjnym plackiem w kolejce. Tuzin to dobra liczba, bo taka matematyczna i symboliczna zarazem.
Na temat tego zespołu i moich z nim związków pisałem przy okazji wcześniejszego albumu i jego recenzji pięć lat temu w czerwcu 2021 roku (recenzja #135 Offspring- Lp ”Let the bad time roll” (Concord Records 2021). Zatem dziś skupię się na najnowszych dokonaniach kapeli.
Album „Supercharged” ukazał się późną jesienią 2024 roku. Zespół bardzo chciał, żeby dogonił on dokonania z ich twórczości lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Niestety na moje nie udało się do końca i choć kilka jasnych punktów jest, to całość brzmi jakby to robiło AI na podstawie hitów sprzed lat.
Te jasne punkty to otwierający album utwór „Looking out for #1” pływający po offspringowym świecie z nowoczesnym vibem i „Make it all right”, który próbuje łapać się ze starymi hiciorami. Reszta to recykling i miękkość, a ż do przesady.
Co uważam za dobre to to, że „Supercharged” po raz pierwszy od płyty „Ignition” (1992) nie wszedł na listę Billboard 200. Taki prztyczek w nos się trochę przyda, bo ta offspringowa formuła kapinkę się już przejadła, a tembr głosu Dextera jest tak naprawdę znośny tylko dla wytrwałych zawodników i totalnie zagorzałych fanów. Na pewno Offspring sprawdzają się w formułach festiwalowych, gdzie ludożerka oczekuje hitów, ale kolejne płyty mogą przelatywać bez echa. Wiadomo, że aby się uwiarygadniać muszą nagrywać kolejne longplaye, ale z racji tego, że są kojarzeni z przebojami, a tu ich za bardzo nie ma, chociaż bardzo się starają, tworzą te szlagworty, powtarzają je nieustannie i zawalają solówkami, ale nic z tego, dupa blada, że tak powiem, czyli nic na siłę, bo po prostu nie wychodzi.
No i ten kibicowski akcent na końcu „Come to Brazil”, niby taka ciekawostka, że Brazylijczycy lubią futbol, ale takie to jakieś niewydarzone.
Ogólnie mówiąc takie se, ale co by nie mówić Offspring to wciąż Offspring, więc odpalamy na miejscu, czyli tradycyjnie słuchamy w Jamie!
@offspring x @concordrecords