recenzja #457
RECENZJA #457
The Paper Kites- Lp „If You Go There, I Hope You Find It” (Wonderlick Entertainment) 2026
By Adam Szulc Barber kwiecień 2026
The Paper Kites to zespół, który istnieje od prawie dwudziestu lat. Ich rodzinnym miastem jest Melbourne w Australii, a ulubionym gatunkiem muzycznym indie folk warzony na rosole z country. To ich siódmy album studyjny, a niezliczone koncerty po całym świecie nazbierały im ulubieńców do fanowskiego koszyczka.
O ich nowej płycie usłyszałem po raz pierwszy kilka tygodni temu w radio wraz z wiodącym singlem „Morning gum” i bardzo mi to przypasowało. Posłuchałem trochę więcej, kupiłem płytę i oto jest.
Zespół inspiruje się szerokim wachlarzem wykonawców ze Stanów Zjednoczonych, wśród których Bob Dylan, Neil Young i mniejsi wykonawcy jak The Two Tracks, March czy Shawn Hess są na pewno w czołówce. Ale Australijczycy nie są tacy zerojedynkowi i mają własny koncept na swoje istnienie. Wszak udowadniają to od wielu lat, a te nowe utwory potwierdzają ich ubity trakt jako oczywistą drogę w dobrym kierunku.
Jak już wspomniałem zauroczył mnie radiowy singiel, który jest zarazem pierwszym numerem na albumie. Po kilkukrotnym przesłuchaniu całości zauważam koncepcyjność tej płyty, choć wyróżniają się trzy poważne przeboje. Pierwszy, który mam tu na myśli to „When the lavender blooms”. On pięknie ciągnie motorycznym tempem i zgrabną melodią, ale też przypomina mi o początkach nowej fali barberskiej sprzed dwunastu laty, gdy wszyscy manufakturowi producenci męskich kosmetyków pakowali w puszki całe wiadra lawendy. Drugi to mocno akustyczny „Shake off the rain” i to on jest chyba takim wzorcem metra dla tego albumu. Ostatnim z tej trójcy, która zrobiła na mnie wrażenie jest „Every town” z lekkim perkusyjnym beatem, jakąś przeszkadzajkową tniutnią jakby ktoś grał na grzebieniu na tyłach i fantastycznym refrenem.
Te dziesięć utworów smutasowatych ballad jest tym czego każdy z nas potrzebuje. Może nie na co dzień, może nie na każdy moment, ale na pewno od czasu do czasu jakieś melancholijne chwile nachodzą każdego i wtedy pojawia się The Paper Kites ze swym nowym albumem.
Muzyka country to bardzo pojemne wiadro i tak jest również tutaj. Bo płyta „If you go there, I hope you find it” nie jest zupełnie countrowo oczywista, bo płynie z dodatkiem bluesa i folkowych form z dalekiej, a jakże bliskiej mentalnie Australijczykom Anglii.
Jednakże mimo ludycznego i wiejskiego spokoju te nagrania mają ogromną siłę rażenia. Bezdroża Australii są podobne do amerykańskich rubieży środkowego zachodu, więc i problematyka poruszanych tekstów jest bliska obu miejscom. Płyta była pisana na farmie w Yarra Valley i jest przepełniona nostalgią, miłością, brakiem bliskości drugiej osoby i innymi tematami osobistymi. Te nagrania wręcz nakazują nam zwolnić, obejrzeć się za siebie i poczuć pradawne i niemodne, ale wciąż najważniejsze wartości. Przyjemne i mądre.
Słuchamy w Jamie!
The Paper Kites x Wonderlick Entertainment x Dussmann das KulturKaufhaus x Durabo
ps. wbrew stereotypom, oczami wyobraźni wcale nie widzę kangurów tylko piaszczyste i zielone rozlegle tereny z garstką ludzi…, no może jakiś mały torbacz na horyzoncie :)