recenzja #465

dodano: 11 maja 2026

RECENZJA #465

Juice- Lp „Festival of fools” (War Records) 2024

By Adam Szulc Barber maj 2026

 

To płyta sprzed dwóch lat z kalifornijskiej wytwórni War Records, która widać, że ma pewną rękę do nowych zespołów ze sceny hardcore, bo wybiera naprawdę te solidne.

 

Album momentami brzmi jakby to był żywcem wzięty Strife z późniejszych płyt, ale ma też w sobie ogromne wpływy trash metalu. Bo to nowoczesny hardcore co się zowie. Naprawdę mocna rzecz, bardzo cro-magsowa, czy nawet merauderowska, ale z takim swoim własnym czymś, czego jeszcze nie mogę określić. Do tego suicidalowskie solówki i to granie bez pośpiechu, które ma w sobie często dużą większą moc niż ścigające się formuły jeden na torze hardcore/powerviolence/grindcore.

 

Juice to band z Vancouver z Kanady. To całkiem bogate miasto z niesamowitymi widokami na góry i ocean, a jednak pewne niedogodności życia są i tam. O tym dużo mówią nam nie tylko okładka płyty, ale też same tytuły utworów zespołu Juice. „Drug game”, „Murder”, „World war 3” czy „Terror unit” to tylko kilka kwiatków, które rzucam pod rozwagę, bo teksty są naprawdę dobre i całkiem mądrze napisane. Jednak królem na „Festival of fools” jest muzyka. Przemyślane aranże, dużo kotłowaniny i choć jest to całkiem proste, to dzieje się tu bardzo dużo. Mieszanina dobrej tradycji hardcorowej z wyżej wymienionych zespołów, ale też z kanadyjskiego podwórka, bo niektóre riffy przypominają mi zarówno S.N.F.U. jak i Sons of Ishmael. Jest to granie bardzo gitarowe i kompozycyjnie poukładane od A do Zet bez pozostawiania tak znanemu w scenie punkowemu czy hardcorowemu przypadkowi. Lubię to tym bardziej im częściej słucham. „Festival of fools” to koncepcyjny zbiór utworów ze wspaniałym vibem dla karateków pod sceną, a tytułowy to- aaarrrggghhh!!- petarda ponad wszystko!

 

Te dziesięć zwartych utworów szybko mija i pozostaje pewien niedosyt. Trzeba więc znowu przerzucić płytę na pierwszą stronę i pomarzyć, że poza słuchaniem chciałoby się ich zobaczyć na naszym kontynencie. Z tego co jaskółki zapowiadają, to Juice szykują coś nowego. Jednakże ten debiut będzie im trudno przeskoczyć, bo to kawał solidnego rzemiosła.

 

W tym momencie to chyba jeden z najciekawszych hardcorowych aktów z Kanady. Dla porządku dodam, że członkowie Juice nie z pierwszej łapanki i wygartywali już z kotła w następujących kapelach: The Enforcers, Poisoned Seeds, World of Pleasure, A Mourning Star i Odd Man Out.

 

Przyglądam się z ciekawością, a my słuchamy w Jamie!

wróć do listy wpisów