recenzja #471

dodano: 02 czerwca 2026

RECENZJA #471

Terror- Lp „Still suffer” (Flatspot Records) 2026

By Adam Szulc Barber czerwiec 2026

 

Nie ma co za dużo gadać. Lubię ich. Zawsze sprawia mi przyjemność posłuchać Terror czy być na ich koncercie. To porządny band z hardcorowymi korzeniami, który nie musi udowadniać tego, że jest oddany sprawie i tradycji hardcorowej sceny.

 

Nowa płyta jest bardzo dobra. Nie jest może jakoś specjalnie nowatorska i to zarówno w warstwie muzycznej czy tekstowej. Możliwe też, że nie wnosi nic nowego do hardcorowego kosmosu, ale nie zawsze jest niedziela jak mawia klasyk. Natomiast ja albumu „Still suffer” słucham z ogromną przyjemnością, choć przesłaniowo jest on dość dołujący.

 

Już tytuły utworów nie napawają optymizmem: sam tytułowy rozumie się samo przez się, ale mamy jeszcze „Death of hope”, „Fear the panic”, „Hurt the most” czy „A deeper struggle”. Zatem teksty cisną po systemie, politykach i po sytuacji, której wszyscy doświadczamy. Kiedyś jeden z moich kolegów wysnuł teorię, że im gorzej dzieje się na świecie tym lepiej w hardcorze. Coś w tym chyba jest, bo ta muzyka jak przez soczewkę świdruje świat pod słońcem i od razu pojawiają się dobre albumy i nowe, jeszcze bardziej radykalne zespoły.

 

„Still suffer” to dziesięć nowiusieńkich utworów, które nie dają wytchnienia, są solidnie i rzemieślniczo skrojone, a ich poziom to rzetelna hardcorowa nawalanka. Od pierwszej minuty wiadomo, że to Terror. Zdarty wokal Scotta, głębokie beczki Nicka i rozpoznawalne strunowce reszty bandy to wierność konwencji, szacunek dla gatunku i pochwała dobrej roboty. Są tu pewne utarte schematy, które zespół powiela, jest to samo tempo i nie ma co się spodziewać wystrzałów z armat na sylwestra, ale jest tu coś za co ich ogromnie szanuję: szczerość i prawdomówność. In Your Face! Bo ten zespół wciąż ma coś do powiedzenia i opowiedzenia. Ich styl jest rozpoznawalny, a po nagraniu dziewięciu płyt studyjnych i zagraniu setek koncertów all around the world Terror stał się marką dobrego dorastania i trwania w scenie.

 

Kiedy kilka lat temu przenieśli się z Buffalo do Kalifornii, to nie ukrywam bałem się, żeby po przyjeździe z zimnego i surowego klimatu północnego-wschodu ich maniera nie zmiękła w jakieś słoneczne la la la. Nic z tego. Wciąż trzymają się chłopy mocno!

 

Mój hit to „Fear the panic” z gościnnym udziałem Chucka Ragana z Hot Water Music. Wydawać by się mogło, że to combo nie do obrony, bo Chuck znany jest z rebel countrowych protest songów, a dodatkowo na co dzień udzielający się w melodyjnym Hot Water Music. Jednak okazjonalnie robi takie krzykliwe rzeczy, bo kto pamięta ten pamięta, że dobrych kilka lat temu zdarzył mu się też wypadek przy pracy z wokalną kolaboracją przy ostatniej płycie Sick Of It All.

 

Płyta spójna i konkretna. Po prostu hardcore bez metalu. Dla mnie całość cymes i dajemy to w czołówkę roku 2026.

Słuchamy w Jamie!

 

Flatspot Records x CoreTex x 375media x Terror x Durabo x Sick Of It All

wróć do listy wpisów