recenzja #472

dodano: 03 czerwca 2026

RECENZJA #472

Domain- Lp „Life's cold grasp” (Daze Records) 2024

By Adam Szulc Barber czerwiec 2026

 

Oto zespół Domain z Florydy i ich debiutancki album sprzed dwóch lat. “Life’s cold grasp” to wycieczka wehikułem czasu do drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych, kiedy hardcorowo- metalowy styl brutalniał z dnia na dzień, a kapele takie jak Earth Crisis, All Out War, Hatebreed, Despair czy Turmoil zaczynały wyznaczać granicę ciężkości w gatunku. Z drugiej strony patrząc, to Domain pochodzą z Florydy, a to przecież stamtąd pochodzi kilku znanych death/grindmetalowych wymiataczy, że wspomnę Deicide, Death, Obituary, Assück czy choćby najbardziej znany z nich, czyli Morbid Angel. Zatem Domain zgrabnie łączy tradycję z tamtego czasu- zarówno z hardcorowej jak i ekstremalnej sceny- z nowoczesną produkcją i perfekcyjną grą. Mimo tego, że twierdzę zawsze, że ważniejszy jest duch niż jakość, to także lubię jak nie muszę przedzierać się przez szum z głośników. Tu jest wszystko starannie dopracowane, a każda nutka jest wycyzelowana ponad miarę. Realizacja jest tu zrobiona z gustem? To chyba za duże słowa jak na taką muzykę, ale trochę tak jest, że słucha się tego jak w pokoju odsłuchowym. Czysto i elegancko, acz brutalnie.

 

Mamy więc dziesięć numerów, które cisną po każdym zarówno w warstwie dźwiękowej jak i lirycznej. Jednakże w tej ekstremiacji jest metoda, bo Domain bardzo dbają o szczegóły, a jak to w hardcorze bywa w kilku numerach mamy kolaboracje wokalne ze znanymi wyjadaczami scenowymi. Mamy więc tu panów z czterech drużyn. Są to Terror, SCARAB, Remembering Never i Indecision. Wszystko co tu się dzieje ma w sobie gęsty sos ciężarowego grania i jak sobie przypominam to w tym samym czasie, a mam na myśli drugą połowę lat dziewięćdziesiątych, to mieliśmy w Polsce przynajmniej dwóch reprezentantów takiego grania, a mianowicie Awake i Schizmę.

 

Wszystkie utwory mają sens i przemyślane kompozycje. Dwa jednak z nich wyjątkowo zapadły mi w ucho. To ten z ekipą z Terror, czyli „Suffer to believe” oraz zamykający pulę „No escape/Crimson world”. Ten ostatni wymyka się prostemu schematowi zespołu i wprowadza nas w lekki chaos, ale dodaje to tylko smaczku różnorodności.

Mój placek na zielonym.

Słuchamy w Jamie!

wróć do listy wpisów