recenzja #477
RECENZJA #477
Psycho Beets- Lp „Horrendum” (Bad Look Records) 2026
By Adam Szulc Barber czerwiec 2026
Psycho Beets to warszawsko- podwarszawski rodzinny gang rockabilly. To krótkie zdanie w zasadzie mogłoby wystarczyć za recenzję ich najnowszej płyty, ale mi nie wystarczy, bo słucham i słucham. W zasadzie już po ich pierwszym albumie sprzed pięciu lat miałem apetyty na coś więcej i gdy o nich prawie zapomniałem, to nagle gdzieś zauważyłem, że Bad Look Records zaanonsował najnowszy longpaly. Zamówiłem najszybciej.
Już od tamtego czasu pierwszej płyty mamy tu w składzie mamę, tatę i dwoje dziatwy + perkusyjnego kolegę z zewnątrz. Tym razem dostajemy od nich tuzin nowych numerów, okładkę od legendy rysunku tego gatunku Vince Ray’a (ilustrował na przykład okładkę płyty Stray Cats!) i świetny rockandrollowy vibe. Cóż chcieć więcej?
Kiedy miałem czternaście lat byłem na Rock Arenie na koncercie The Meteors w Poznaniu, do tego mój ojciec zawsze zasłuchiwał się Elvisem i pochodnymi, a w tym samym czasie ukazały się w Polsce dwie części winylowej składanki „Psycho attack over Europe”. Wtedy złapałem bakcyla rockabillowego wirusa. Dość powiedzieć, że kiedy w 2014 roku rozpoczęła się nowa fala barberska, a w jej głównym portfolio były fryzury rockandrollowe, tradycyjne i subkulturowe, to w wielu naszych miejscach znowu zagrano stare, dobre, nieprzemijające i zawsze na czasie rockabilly na punk rockowym zagęszczaczu. Psycho Beets świetnie się wpisuje w tę estetykę, bo umiejętnie żongluje starym rockandrollem wplatając w niego właśnie punkowego pazura, dodaje do niego surf punkowe beaty z końca lat sześćdziesiątych z Kalifornii i miksuje z nowoczesnym rocka-psychobilly w stylu Lou Cifer and The Hellions, Demented Are Go czy wspomnianych legend w postaci The Meteors i Stray Cats. Lubię tego słuchać, bo przypominają mi się stare punkowe potańcówki z osiedlową ekipą w blokowych mieszkaniach naszych rodziców. Ta muzyka wyzwala takie emocje sentymentu, że aż mi się papa cieszy, a do tego te ich teksty z pogranicza tarantinowskich filmów, tyrmandowskiej ballady, odrobiny czarnego humoru i punkowej niezgody na dzisiejszy świat świetnie zgrywają się z tym co tam z tyłu grają panowie starsi.
Podoba mi się główny wers „Zdaj sobie sprawę odpowiadasz sam za siebie” z, zresztą tak na marginesie bardzo hardcorowego utworu, „Mam w sobie diabła” i to prawda, odpowiadamy sami za siebie, ale w zamian za to musimy pamiętać, że nie powinniśmy żądać od państwa opieki, bo albo rybki, albo akwarium. Jakkolwiek w tekstach usłyszeć można dużo miłosno-śmiertelno-piekielno-czarcich odniesień, o które to obie panie chyba same piszą, ale też wyśpiewują z ogromnym wdziękiem.
Doskonały cover zamyka całość, a mianowicie jest to utwór „Porque te vas” z 1976 roku zaśpiewany wtedy przez wielką ówczesną gwiazdę niejaką Jeanette, którą notabene zasłuchiwała się moja mama. Tutaj w wersji na resorach brzmi fantastycznie!
„Horrendum” to świetny album do grania w wakacje, do wieczornych potańcówek i plenerowych jubli, ale dodam, że jakkolwiek muzyka Psycho Beets jest żwawa i wesoła, to właśnie przy takiej kiedyś dawało się na imprezie po pysku. Czego nikomu nie życzę.
Słuchamy w Jamie!
Psycho Beets x Bad Look Records x The Meteors x ELVIS PRESLEY x Vince Ray Art & Music
ps. dodam, że wrażenie robią fryzury ekipy: pin upy, slick backi i wąsy- doceniam i szanuję!