recenzja #485
RECENZJA #485
Violent Way- Lp „A need for something more” (Longshot Records) 2026
By Adam Szulc Barber sierpień 2026
Violent Way widziałem dwa lata temu w Berlinie w SO36. Grali wtedy przed Agnostic Front, a my dosłownie kilka minut wcześniej nagrywaliśmy z Mike’m Gallo- basowym A.F.- fragmenty do „Barberskiej Dekady”. Czas leci, a Violent Way wydało kolejną płytę.
Mimo, że istnieją od kowidu, to jakoś tak szybko stali się wzrastającą gwiazdą street/oi/punkowego świata. W krótkim czasie obskoczyli wszystkie ważne festiwale, a do tego udało im się supportować najważniejsze zespoły okołogatunkowego kosmosu. Teraz mam przed sobą ich tegoroczny album zatytułowany „A need for something more”.
Zespół pochodzi z Buffalo w stanie Nowy Jork i szczęście moje, dziś tu jestem! To w sumie moja druga wizyta w Buffalo, a pierwszy raz byłem tu w sierpniu równo osiem lat temu.
„A need for something more” otwiera genialny utwór tytułowy. Jest on spokojny i konkretny ze świetnym refrenem oraz podskórnym niepokojem. Kolejny płynie podobnie, a mając w sobie tę punkową zadziorność i oiowego pazura daje porządnego kopa, choć wszystko ma tu swój poukładany porządek. Kapela nie sili się na hipernowoczesność i raczej pozostaje wierna tradycyjnej konwencji. Słychać tu wpływy angielskich kapel oiowo-punkowych sprzed dobrych czterdziestu lat, że wymienię Cock Sparrer, Blitz czy Cockney Rejects, ale nie uciekają też od dzisiejszych czasów, a ich starsi koledzy z legendarnego Niblick Henbane z New Jersey nie powstydziliby się młodzieżowej rewolty grupy Violent Way. Ich przyjacielskie koneksje z nowojorskim Agnostic Front są znane, więc musiało się skończyć lekkim ukłonem w tę stronę. W mojej opinii takim jest numer „It’s no longer you”. Rzecz jasna mówię o tym street punkowym okresie A.F., który w latach 1998-2001 zrodził słynną trylogię.
Dobrze tu wszystko wpada w ucho, a niepowtarzalne szlagworty, zwłaszcza w „Working class rejects” i „Second thought” ponucę przy brzytwie.
Do guest spotowego pośpiewania zespół zaprosił dwóch znanych street punkowych wokalistów. W obu przypadkach te kawałki znajdują się na stronie drugiej. Pierwszy to „They said” z wokalistą paryskiego Lion’s Law. To niejaki Wattie Sharp, który ze swoim zdartym woksem świetnie wpasował się w kolegów z Buffalo. Drugi to zamykający album numer zatytułowany „These days I’ll never forget”, w którym udziela się Greg Huff frontman z kapeli Bishops Green z Kanady. Oba pokazują współpracę tak ważną w środowisku hardcore punka.
Posłuchamy w Jamie jak wrócę!
Revelation Records x Agnostic Front x Reckless Records x CoreTex x SO36 x Longshot Records x Astra Kulturhaus Berlin x Lion's Law x Bishops Green