NOWE JUŻ TU JEST! HYBRYDA 2, październik 2021

dodano: 11 października 2021

NOWE JUŻ TU JEST! HYBRYDA 2, październik 2021

 

Cztery miesiące temu popełniłem felieton o pomadach hybrydowych. To miał być ostatni, a zarazem czwarty odcinek o pomadach i sądziłem, że wyczerpałem temat. Jednakże po wielu rozmowach z Wami, klientami i osobami z branży uznałem, że temat produktów hybrydowych jest dużo szerszy i ciekawszy niż sądziłem. Przypomnę, że tak zwane pomady hybrydowe to te, które posiadają cechy przynajmniej dwóch pomad, a najlepiej (jak nasz oryginalny Steam Punk z pierwszej serii) wszystkich trzech. Czyli są na przykład zarazem wodne i woskowe albo woskowe i matowe. Opisywałem ostatnio niektóre z ich właściwości, ale zastanawiając się nad tematem głębiej przypomniałem sobie o tym, że siedem lat temu pomadą hybrydową, choć tak nie nazywaną był uppercutowy Matt Clay. Produkt ten łączył w sobie matową glinę i wazelinowy podkład. Była twarda i trudno zmywalna nie tylko z włosów, ale i z rąk. W tamtym czasie wiele osób nie umiało sobie z tym poradzić. Głównie dlatego, że fryzjerzy bali się tego produktu. My używaliśmy. Matt Clay miał w sobie siłę, która pozwalała ułożyć wszystko. Na każdym pokazie czy szkoleniu w wózku mieliśmy kilka sztuk (w razie Niemca, jakby coś nie wychodziło). Jakby coś się nie chciało dopieścić to zawsze nakładło się clay od UD i po sprawie. Niestety firma zrezygnowała z tej pomady na rzecz zastępnika.

 

Na Piątą Rocznicę Jamy, która odbyła się 4 września wypuściliśmy hybrydową pomadę do włosów. Moja tęsknota za tamtą matową gliną była duża. Chciałem jednak troszkę innego produktu. Miał być bardziej woskowy, choć wciąż twardy i z matowym finiszem. Edwin z Pomps Not Dead pomade, bo to z nim miała się odbyć ta kooperacja od razu zrozumiał o co kaman. Napisał, że „no problem” i że rozumie temat. Chwilę trwało zanim odważył i uwarzył gotową woskowinę, a ja już nawet bałem się, że nie zdążymy na czas. Wrzesień się zbliżał…Sami wiecie jak teraz to wszystko wygląda: wysyłki, cło itd., ale poszło nadzwyczaj sprawnie jak na taką operację. Jednak efekt „Piątej Fali Jamy”, bo tak nazwaliśmy ten kosmetyk, przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Pudełko z logotypem rocznicy, naszym okrągłym znaczkiem oraz deskorolką producenta. Egzotyczny, ale bez przesady zapach mango kontra banan jest totalnie i rewelacyjnie przepyszny. Można by go łyżkami jeść! Sam produkt jest rzadkością na rynku. Dość twardy, ale łatwy w wyskrobywaniu i nabiera się go bez podgrzewania. Łatwa rozcieralność plus niewielka ilość produktu potrzebna do stylizacji ustawiają ten wybór w czołówce jakości i ekonomiczności. To nie jest glina, więc rozsmarowuje się bez problemu do postaci niewidzialnej żywicy. Finisz jest świetny i rzadko spotykany. Matowy strzał z lekkim błyskiem pod światło. Doskonałe do fryzur zwariowanych, out of bedów, cropów, kolcy, nowoczesnych ułożeń i tym podobnych wariactw. Nie należy używać na mokre włosy. Jego twardość nie wchłonie się na wodzie. Nadaje się też do fryzury tradycyjnej, ale tylko na dobrze wysuszone włosy w celu podkreślenia i utrwalenia wyskakujących pojedynczych włosideł. To ostatnia właściwość jest szczególnie ciekawa, bo pokazuje hybrydowość produktu nie tylko w zakresie konsystencji i zawartości. Bo również w kwestii doboru produktu do różnych fryzur „Piąta Fala Jamy” dobrze się nadaje.

 

Mamy zatem hybrydę tylko inaczej. Bo fryzjerstwo męskie wciąż w rozwoju.

Używamy. Układamy. Zachęcamy.

Dobrego poniedziałku!

A. xxx

wróć do listy wpisów